Strona 656 z 749

Re: Wiadomości astronomiczne z internetu

: 20 sty 2021, o 13:46
autor: Paweł Baran
Nowe panele słoneczne dla Międzynarodowej Stacji Kosmicznej
2021-01-19. Natalia Kowalczyk

Gdy Międzynarodowa Stacja Kosmiczna krąży wokół Ziemi, jej cztery pary paneli słonecznych pochłaniają energię słoneczną, aby zapewnić energię elektryczną do licznych badań naukowych i ciągłych operacji platformy orbitującej.
Zaprojektowane z myślą o 15-letnim okresie użytkowania, panele słoneczne działają nieprzerwanie od czasu wdrożenia pierwszej pary w grudniu 2000 r., A dodatkowe pary zostały dostarczone we wrześniu 2006 r., czerwcu 2007 r. i marcu 2009 r. Pierwsza para paneli zapewniała stacji energię przez ponad 20 lat, i chociaż działają dobrze, wykazują oznaki degradacji. Aby zapewnić wystarczające zasilanie dla demonstracji technologii badawczych NASA dla programu Artemis, a także do użytkowania i komercjalizacji stacji, NASA rozszerzy sześć z ośmiu istniejących kanałów zasilania stacji kosmicznej o nowe panele słoneczne.
Główny wykonawca NASA Boeing, jego spółka Spectrolab i DSS (Deployable Space Systems) zaopatrzą stację w nowe panele słoneczne. Nowe panele słoneczne zostaną umieszczone przed sześcioma obecnie stosowanymi i wykorzystają istniejące śledzenie słońca, dystrybucję mocy i proces kanalizowania. Nowe panele słoneczne będą większą wersją technologii Roll-Out Solar Array (ROSA), która z powodzeniem zademonstrowała mechaniczne możliwości rozmieszczenia paneli słonecznych podczas testów na stacji kosmicznej w czerwcu 2017 roku.
Nowe macierze będą zacieniać nieco ponad połowę długości istniejących macierzy i zostaną podłączone do tego samego systemu zasilania w celu zwiększenia już istniejącego. Osiem tablic prądowych jest obecnie w stanie generować do 160 kilowatów mocy w ciągu dnia na orbicie, z czego w przybliżeniu połowa jest przechowywana w akumulatorach stacji do użytku, gdy stacja nie jest nasłoneczniona. Każdy nowy układ będzie wytwarzał ponad 20 kilowatów energii elektrycznej, ostatecznie dając łącznie 120 kilowatów mocy zwiększonej w ciągu dnia na orbicie. Ponadto pozostała niezabezpieczona para paneli słonecznych i częściowo odkryte oryginalne układy będą nadal generować około 95 kilowatów mocy, co daje łącznie do 215 kilowatów mocy dostępnej dla stacji.
Panele słoneczne zostaną dostarczone na Międzynarodową Stację Kosmiczną parami w bezciśnieniowym bagażniku statku kosmicznego SpaceX Dragon. Podczas trzech misji zaopatrzeniowych, które rozpoczną się w 2021 roku, kiedy druga para obecnych zestawów paneli osiągnie 15. rok życia. Instalacja każdego panelu słonecznego będzie wymagała dwóch spacerów kosmicznych: jednego w celu przygotowania miejsca pracy z zestawem do modyfikacji, a drugiego w celu zainstalowania nowego zestawu słonecznego.
NASA podpisała modyfikację kontraktu ISS Vehicle Sustaining Engineering z firmą Boeing na dostawę sześciu nowych paneli słonecznych. Takie postępowanie zapewnia Międzynarodowej Stacji Kosmicznej wystarczającą moc do utrzymania normalnego działania i zapewnienia odpowiedniej mocy dla przyszłych możliwości na niskiej orbicie okołoziemskiej, zarówno dla NASA, jej międzynarodowych partnerów, jak i firm komercyjnych.
Zdjęcie w tle: NASA

Zespół Deployable Space Systems pracujący nad parą paneli słonecznych.. Źródło: Deployable Space Systems

Źródła:
New Solar Arrays to Power NASA’s International Space Station Research
https://news.astronet.pl/index.php/2021 ... osmicznej/

Re: Wiadomości astronomiczne z internetu

: 20 sty 2021, o 13:49
autor: Paweł Baran
Chińczycy budują na pustyni gigantyczne marsjańskie miasto dla kolonizatorów
2021-01-20.
Wszystko wskazuje na to, że to nie Księżyc, tylko Mars niebawem stanie się miejscem zażartej walki o absolutną władzę dwóch największych światowych mocarstw, a mianowicie Chin i Stanów Zjednoczonych.
Chińska Agencja Kosmiczna nie próżnuje, niedawno na pustyni Gobi otworzyła eksperymentalną marsjańska bazę, w której kolonizatorzy szkolą się do podboju Marsa, a teraz dowiadujemy się, że ten obiekt zmieni się w marsjańską metropolię. Telewizja CCTV zaprezentowała wnętrza eksperymentalnego obiektu Mars Base 1 Camp o powierzchni 53 tysięcy metrów kwadratowych, leżącego niedaleko miasta Jinchang w zachodniej części Państwa Środka. Obiekt powstał kosztem 61 milionów dolarów i w tej chwili jest najbardziej zaawansowanym tego typu na całej planecie. Baza będzie jednak nieustannie rozbudowywana. Niebawem obok obiektu powstanie również marsjańska kopalnia i ośrodek testowy dla zaawansowanych robotów.
CNSA chce docelowo zmienić bazę w pierwszą na Ziemi marsjańską metropolię o powierzchni aż 67 kilometrów kwadratowych. Ukończenie prac ma nastąpić za ok. 8 lat i wówczas będzie to największy tego typu obiekt na świecie, w którym na co dzień będą mieszkali i odbywali szkolenia kolonizatorzy Czerwonej Planety, a później odbywali podróże już na Marsa i tworzyli tam ludzkie habitaty. Prawdopodobnie baza ta będzie ziemską kopią tej, która powstanie na tym tajemniczym globie.
Obiekt Mars Base 1 Camp od ponad roku jest już zamieszkiwany przez pierwszych chińskich astronautów. Inwestycja została zrealizowana z dużym rozmachem, nie różniącym się od innych wielkich przedsięwzięć realizowanych ostatnimi czasy w Państwie Środka. Przedstawiciele CNSA powiedzieli, że jest ona dowodem na to, że chińskie plany kosmiczne nie są tylko słowami rzucanymi na wiatr. Ten fakt ma również podkreślać misja na Marsa pierwszego łazika. Urządzenie ma tam dotrzeć już w przyszłym miesiącu i rozpocząć poszukiwania śladów życia orazi dogodnych miejsc właśnie pod budowę pierwszej bazy.
Naukowcy nie przypadkowo wybrali pod budowę ziemskiej bazy obszary pustyni Gobi. Tamtejsze krajobrazy przywodzą na myśl powierzchnię Marsa. Kolonizatorzy, podczas spacerów za zewnątrz obiektu, będą mogli poczuć się jakby naprawdę przebywali na Czerwonej Planecie. Ten efekt ma wzmocnić element szkoleń przygotowawczych do pierwszych lotów załogowych na ten glob i budowy tam kolonii.
Obiekt został podzielony na kilka części, w których astronauci będą mogli wypoczywać, prowadzić badania, uprawiać sporty, hodować rośliny i wykonywać ważne misje eksploracyjne. CNSA planuje udostępnić ten obiekt dla turystów, by mogli zapoznać się z rozwijanymi przez Chiny technologiami kosmicznymi. Planuje się, że w ciągu 8 lat obiekt odwiedzi 2 miliony turystów.
W nowym wyścigu kosmiczny na Marsa, Chiny są mocno za Stanami Zjednoczonymi, podobnie też jeśli chodzi o Księżyc. Przypomnijmy, że na początku 2019 roku pierwszy raz w historii ludzkości po niewidocznej z Ziemi stronie powierzchni Księżyca wylądowała misja kosmiczna. Chiński lądownik Chang'e-4 i łazik Yutu-2 wciąż eksplorują Srebrny Glob. Warto przy tym dodać, że jeszcze w tym roku na naturalnym satelicie naszej planety wyląduje kolejna misja w ramach programu Chang-e-6.
Wielkie projekty eksperymentalnych baz księżycowych i marsjańskich mają być inspiracją dla młodych Chińczyków, którzy chcieliby kształcić się w kierunku eksploracji kosmosu i marzą o locie na Księżyc lub Marsa. Przyszłymi kolonizatorami tych obiektów będą przecież dzisiejsi nastolatkowie, gdyż regularne loty załogowe do pierwszych kolonii mają odbywać się przynajmniej za 10 lat.
Źródło: GeekWeek.pl/SCMP / Fot. CCTV
Be a Guide at the Mars Base 1 in China for a Day


https://www.geekweek.pl/news/2021-01-20 ... nizatorow/

Re: Wiadomości astronomiczne z internetu

: 20 sty 2021, o 13:50
autor: Paweł Baran
Pierwsza polska konstelacja mikrosatelitów pojawi się na orbicie za 2 lata [FILM]
2021-01-20.
W końcu nasz kraj będzie posiadał najnowocześniejszy na świecie orbitalny system obserwacyjny z prawdziwego zdarzenia. Dzięki niemu firmy i osoby prywatne będą miały dostęp do niezwykle praktycznych danych.
Mowa tutaj o REC, czyli Real-time Earth-observation Constellation. System zbuduje firma SatRevolution, a ma on składać się z 1024 urządzeń. Dzięki nim każdy zainteresowany będzie miał dostęp do najnowszych obrazów powierzchni naszego kraju, a także danych z najróżniejszych dziedzin życia. Aktualizacje danych pomiarowo-obserwacyjnych mają odbywać się mniej niż co 30 minut. Obrazy mają cechować się rozdzielczością na poziomie 50 cm.
Najważniejszym elementem budowy całej konstelacji na ziemskiej orbicie mają być małe koszta. Przedstawicie firmy SatRevolution wyliczają, że przedsięwzięcie będzie 100 razy tańsze od budowy tradycyjnej konstelacji pełnowymiarowych satelitów. Tak naprawdę technologie mikrourządzeń już się niczym nie różnią w kwestii technologii. Dlatego tak coraz większym cieszą się zainteresowaniem wśród firm z całego świata.
Opracowane przez Polaków systemy deorbitacji, pozwolą też pozbyć się problemu kosmicznych śmieci, czyli czegoś, co obecnie spędza sen z powiek agencji kosmicznych, wielu organizacji i firm. Po 3 latach, gdy mikrosatelity REC przestaną działać, opuszczą swoje orbity i spalą się w atmosferze. Na ich miejsce pojawią się nowe i tak w kółko. To najlepszy sposób na zrównoważony rozwój w przestrzeni kosmicznej. Polska ma szansę stać się w tej kwestii wzorem do naśladowania dla całej planety.
Urządzenia REC będą posiadały na swoich pokładach kamery, czujniki i jednostki obliczeniowe wsparte algorytmami sztucznej inteligencji. SatRevolution chce swoją konstelacją obserwacyjną umożliwić rządowym agencjom, organizacjom i firmom zbierać najnowsze informacje o interesujących ich obszarach Polski i całej planety. Taki system znajdzie zastosowanie w przewidywaniu klęsk żywiołowych, kartografii, monitorowaniu atmosfery, a nawet wsparciu rozwoju inteligentnych miast.
Warto tutaj podkreślić, że projekt REC ma już spore finansowanie i na pewno zostanie zrealizowany w wyznaczonym terminie. Narodowe Centrum Badań i Rozwoju (NCBR), na początku bieżącego roku, przeznaczyło 33 miliony złotych ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego, na rozwój pierwszej polskiej konstelacji satelitów.
Projektem REC zainteresowała się niedawno firma Virgin Orbit, należąca do Richarda Bransona. Zaoferowała ona Polakom pomoc w wyniesieniu na ziemską orbitę całej konstelacji satelitów za rozsądne pieniądze. Urządzenia znajdą się na pokładzie nowej rakiety LauncherOne, która zostanie odpalona z pokładu znajdującego się w locie Boeinga 747-400 Cosmic Girl. Z najnowszych informacji podanych przez Virgin Orbit wynika, że firma w ciągu kilku następnych tygodni przeprowadzi kolejny lot ładunków na orbitę (zobacz tutaj).
SatRevolution podało, że pierwsza partia konstelacji złożona z 8 satelitów ScopeSat ma znaleźć się w przestrzeni kosmicznej już za 2 lata. W kolejnych latach będą wynoszone nowe setki urządzeń. To nie jedyne wielkie plany polskich firm i uniwersytetów. W planach są budowy innych zaawansowanych satelitów, które pomogą naszemu krajowi dołączyć do światowej elity państw stale rozbudowującej swoje instalacje kosmiczne.
Źródło: GeekWeek.pl/SatRevolution / Fot. SatRevolution
REC: Real-time Earth observation Constellation


https://www.geekweek.pl/news/2021-01-20 ... lata-film/

Re: Wiadomości astronomiczne z internetu

: 20 sty 2021, o 13:55
autor: Paweł Baran
Chiny zapuszczą się głębiej w przestrzeń kosmiczną. Spoglądają w kierunku Kallisto
2021-01-20. Radek Kosarzycki
Chiny coraz śmielej poczynają sobie w przestrzeni kosmicznej. Jeszcze kilka lat temu pierwsze księżycowe misje kosmiczne z Państwa Środka spotykały się z drwinami i niewyraźnymi uśmieszkami politowania. Od tego czasu jednak wiele się zmieniło.
W 2019 r. Chiny umieściły łazik na niewidocznej z Ziemi stronie Księżyca. Łazik jeździ tam do dzisiaj. Pod koniec 2020 r. chińska sonda Chang’e-5 poleciała na Księżyc, pobrała próbki z powierzchni i dostarczyła je na Ziemię. To pierwsza taka misja w moim 40-letnim życiu. Wcześniej ostatnie próbki księżycowe dotarły na Ziemię 43 lata temu. W międzyczasie Chiny wysłały pierwszą swoją sondę w kierunku Marsa. W ciągu najbliższych kilku tygodni sonda dotrze na orbitę Marsa, a po korekcie orbity, wyborze miejsca, wyśle na powierzchnię Czerwonej Planety własny lądownik. Czy się uda? Nie wiadomo, ale jak na razie Chiny realizują swoje misje kosmiczne bez żadnego większego problemu. Nic więc dziwnego, że spoglądają już dużo dalej.
Choć to wciąż tylko bardzo wczesne plany, to Chiny już powoli planują, co będą robiły za 10 lat i nie są to plany byle jakie.
Księżyce galileuszowe w całej glorii
Chińscy inżynierowie rozważają mianowicie wysłanie w 2029 r. sondy, której celem miałby być Jowisz. Nie ma w tym nic dziwnego, bowiem największa planeta Układu Słonecznego jest także celem misji zarówno amerykańskiej, jak i europejskiej agencji kosmicznej. NASA planuje wysłać w kierunku Jowisza sondę Europa Clipper, która wykona wielokrotne bliskie przeloty w pobliżu głównych księżyców Jowisza, w tym Europy, która ma skrywać pod swoją powierzchnią ocean ciekłej wody. ESA natomiast planuje wysłać sondę JUICE, która będzie badała cały układ księżyców galileuszowych, a pod koniec misji wejdzie na orbitę wokół Ganimedesa, największego księżyca w Układzie Słonecznym. W międzyczasie już w tym roku w okolice Jowisza poleci sonda Lucy, która będzie badała planetoidy trojańskie podążające 60 stopni przed jak i 60 stopni za Jowiszem.
Chińskie plany nie są w żadnym stopniu skromniejsze. Aktualnie naukowcy rozważają dwie koncepcje misji: Jupiter System Observer oraz Jupiter Callisto Orbiter.
W ramach pierwszej z nich głównym celem misji byłoby badanie nieregularnych, mniejszych księżyców Jowisza oraz wielokrotne przeloty w pobliżu Io, piekielnego księżyca pokrytego lawą i setkami aktywnych wulkanów. Podczas przelotów sonda mogłaby badać wzajemne oddziaływania między księżycem a planetą i jej polem magnetycznym. Po wykonaniu podstawowej części misji JSO poleciałaby do punktu L1, w którym grawitacja Jowisza i Słońca wzajemnie się znoszą i stamtąd mogłaby obserwować interakcje między wiatrem słonecznym a polem magnetycznym Jowisza.
Jupiter Callisto Orbiter

Osobiście jednak bardziej podoba mi się druga propozycja. Dlaczego? To widać już w nazwie. Owszem, podobnie jak JSO, sonda miałaby przelecieć najpierw w pobliżu kilku nieregularnych i małych księżyców Jowisza, ale następnie miałaby wejść na orbitę biegunową wokół Kallisto, jednego z czterech największych księżyców Jowisza odkrytych w 1610 roku przez Galileusza.
W przypadku tej misji jest jeszcze jedna atrakcja. Sonda miałaby mieć na swoim pokładzie lądownik, który zostałby opuszczony na powierzchnię Kallisto. Wystarczy sobie wyobrazić wykonane tam zdjęcia, czy też nawet zdjęcia Jowisza wykonane z powierzchni jego księżyca - coś spektakularnego.
Dwa słowa o Kallisto
W tym miejscu jednak należy dorzucić kilka słów o celu takiej misji. O ile większość miłośników astronomii doskonale wie, że cztery największe księżyce Jowisza to Ganimedes, Europa, Io oraz Kallisto, to obstawiam, że większość z nich widząc poniższe zdjęcie byłaby w stanie od razu powiedzieć, na co patrzy.
W przeciwieństwie, do planet Układu Słonecznego, księżyce znamy wciąż bardzo słabo. Nie istnieją one w powszechnej świadomości jako łatwo identyfikowalne obiekty. Poza naszym naturalnym satelitą do szerszej opinii publicznej mogły się przebić księżyce takie jak Europa czy Enceladus, lodowe globy, które pod swoją powierzchnią posiadają oceany ciekłej wody, które u wielu automatycznie budzą nadzieję na znalezienie życia w Układzie Słonecznym.
Część z nas może także prawidłowo identyfikować Tytana, największy księżyc Saturna skryty pod gęstą atmosferą, posiadający jeziora wypełnione ciekłymi węglowodorami. Tytan to także jedyny księżyc (poza Księżycem), na którym wylądowała jakakolwiek sonda. Mowa tu oczywiście o próbniku Huygens, który dotarł do Saturna w 2004 r. na pokładzie legendarnej sondy Cassini.
Reszta księżyców praktycznie nie istnieje dla większości ludzi. Merkury i Wenus nie mają żadnych księżyców. Mars ma dwa, ale żenująco małe i nieistotne. Jowisz ma 79 księżyców, w tym cztery duże galileuszowe, Saturn ma 82 (w tym Tytan i Enceladus), Uran – 27, a Neptun – 14.
Sondy takie jak JUICE czy właśnie Jupiter Callisto Orbiter są w stanie ten stan rzeczy zrewolucjonizować. Za 10-15 lat, jeżeli obie misje zostaną zrealizowane, Ganimedes i Kallisto będą sfotografowane z każdej możliwej strony, a być może także z powierzchni. Za zdjęciami i filmami idzie popularność. Przy odpowiedniej oprawie medialnej, oba księżyce mogą stać się bardzo popularne, łatwo kojarzone, a być może wejść do popkultury za pomocą powieści czy filmów science-fiction, których akcja będzie rozgrywała się na ich powierzchni. Wszak nikt nie pomyślał o stworzeniu serialu Expanse rozgrywającego się na Ceres, do czasu gdy sonda Dawn przesłała na Ziemię fascynujące zdjęcia tego globu.
Pozostaje trzymać kciuki, aby chiński program kosmiczny rozwijał się przez najbliższe lata tak jak obecnie. Wtedy szanse na realizację misji JCO z pewnością będą rosły.
Od góry: Io, Europa, Ganimedes, Kallisto

Rozmiary Ganimedesa w porównaniu do rozmiarów Ziemi i Księżyca

Kallisto

https://spidersweb.pl/2021/01/jupiter-c ... biter.html

Re: Wiadomości astronomiczne z internetu

: 20 sty 2021, o 13:56
autor: Paweł Baran
Bliskie przeloty 2021 BO i 2021 BK
2021-01-20. Krzysztof Kanawka
Osiemnastego stycznia doszło do dwóch bliskich przelotów meteoroidów obok Ziemi. Obiekty otrzymały oznaczenia 2021 BO i 2021 BK.
Przeloty 2021 BO i 2021 BK to szósty i siódmy (wykryty) przelot małych obiektów w 2021 roku.
Meteoroid o oznaczeniu 2021 BO zbliżył się do Ziemi 18 stycznia na minimalną odległość około 24 tysięcy kilometrów. Odpowiada to ok. 0,06 średniego dystansu do Księżyca – bliżej niż wiele satelitów krążących wokół Ziemi. Moment największego zbliżenia nastąpił 18 stycznia około 09:00 CET. Średnica 2021 BO szacowana jest na zaledwie jeden metr.
Siedem godzin wcześniej w nieco dalszej odległości przeleciał meteoroid o oznaczeniu 2021 BK. Ten obiekt zbliżył się do Ziemi 18 stycznia na minimalną odległość około 111 tysięcy kilometrów. Odpowiada to ok. 0,29 średniego dystansu do Księżyca.Moment największego zbliżenia nastąpił 18 stycznia około 02:00 CET. Średnica 2021 BK szacowana jest na około 3 metry.
Jest to piąty i szósty (wykryty) bliski przelot planetoidy lub meteoroidu w 2021 roku. W ostatnich latach ilość odkryć znacznie wzrosła:
• w 2020 roku odkryć było 108,
• w 2019 roku – 80,
• w 2018 roku – 73,
• w 2017 roku – 53,
• w 2016 roku – 45,
• w 2015 roku – 24,
• w 2014 roku – 31.
W ostatnich latach coraz częściej następuje wykrywanie bardzo małych obiektów, o średnicy zaledwie kilku metrów – co jeszcze pięć-sześć lat temu było bardzo rzadkie. Ilość odkryć jest ma także związek z rosnącą ilością programów poszukiwawczych, które niezależnie od siebie każdej pogodnej nocy “przeczesują” niebo. Pracy jest dużo, gdyż prawdopodobnie planetoid o średnicy mniejszej od 20 metrów może krążyć w pobliżu Ziemi nawet kilkanaście milionów.
(HT, W)
Orbita 2021 BO / Credits – NASA, JPL
https://kosmonauta.net/2021/01/bliskie- ... i-2021-bk/

Re: Wiadomości astronomiczne z internetu

: 21 sty 2021, o 08:12
autor: Paweł Baran
Druga nowo odkryta asteroida w 2021 roku zbliżyła się znacznie do Ziemi
Autor: Zmrozik (20 Styczeń, 2021)
Nowo odkryta asteroida oznaczona jako 2021 AH przeleciała obok Ziemi w odległości 49367 km od centrum naszej planety. Jest to już druga znana asteroida, która przeleciała obok Ziemi w mniejszej odległości niż orbita księżyca od początku roku.
W 2020 roku, doszło łącznie do 107 takich przelotów. W porównaniu z 77 w 2019, 76 w 2018, 55 w 2017 i 53 w 2016 był to wyjątkowo aktywny rok. 2021 AH został zaobserwowany po raz pierwszy w Catalina Sky Survey w Arizonie na kilka godzin przed jego przelotem w pobliżu Ziemi. 2021 AH należy do grupy asteroid Apollo i ma szacunkową średnicę od 5,4 do 12 metrów.
Źródło: pixabay.com
https://tylkoastronomia.pl/wiadomosc/dr ... e-do-ziemi

Re: Wiadomości astronomiczne z internetu

: 21 sty 2021, o 08:14
autor: Paweł Baran
Skandynawskie kosmodromy z ambicjami. Czy rozpędzą europejski sektor?
2021-01-20. Marcin Kamassa.
W październiku 2020 roku szwedzki rząd zobowiązał się do zainwestowania w ciągu kolejnych dwóch lat blisko 90 milionów koron (ponad 8,6 mln euro) w finalizację znaczącej przebudowy ośrodka Esrange Space Center nieopodal Kiruny. W jej rezultacie, to wieloletnie centrum europejskich startów rakiet sondujących i suborbitalnych ma przeistoczyć się w kosmodrom z prawdziwego zdarzenia - zdolny do obsługi wynoszenia lekkich ładunków satelitarnych. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, regularne starty orbitalne rozpoczną się tam już w 2022 roku. Z podobnymi zamiarami noszą się zresztą Norwegowie, rozwijający swój ośrodek Andøya. Cele w obu przypadkach są ambitne, a ich realizacja ma polegać na synergicznym "współnapędzaniu się" z europejskim rynkiem dostawców lekkich systemów nośnych - i choć potencjalni klienci nie ustawiają się póki co w kolejce do wystrzeliwania swoich satelitów, to rządy obu państw spodziewają się, że wielomilionowe inwestycje przyniosą znaczące korzyści.
Zaplecze, doświadczenie, finansowanie - czyli nieco o rakietowych atutach Skandynawii
Nowa runda finansowania przebudowy szwedzkiego ośrodka Esrange rozpoczęła się dwa lata po dopełnieniu poprzedniej - dotyczącej odnowienia i dostosowania istniejącej infrastruktury przy wsparciu tamtejszego rządu. Wówczas była to kwota 60 milionów SEK (koron szwedzkich) - czyli niemal 5,8 mln EUR. Ostatnio natomiast wyłożono pieniądze na znaczące doposażenie kompleksu, aby umożliwić jego finalne przestawienie z dotychczasowej obsługi startów wyłącznie rakiet sondujących i suborbitalnych na prowadzenie pełnoprawnych dostaw lekkich satelitów (ładunków do 150 kg masy) na niską orbitę okołoziemską. Co więcej, zakres ten obejmuje także udział w powstawaniu zapowiadanej europejskiej rakiety wielokrotnego użytku (program Themis).
W tym celu w Esrange znajdą się zarówno nowe urządzenia telemetryczne i pomiarowe, jak i stanowiska do testowania napędów rakietowych. Wszystko po to, by ugruntować zdolności do prowadzenia na miejscu odpaleń nie tylko lekkich rakiet nośnych, ale również prowadzenia statycznych testów dużych napędów. Stanowisko ma przy tym spełniać restrykcyjne normy ekologiczne, co oznacza m.in. zakaz użytkowania silników napędzanych hydrazyną.
Kontynuacja narodowej inwestycji - o wartości 90 mln SEK (ponad 8,6 mln EUR) - została uroczyście ogłoszona przez szwedzką minister ds. działalności kosmicznej, Matildę Ernkrans podczas inauguracji działania niedawno zmodernizowanego kompleksu obiektów, 14 października 2020 roku. Szefowa resortu powiedziała, że inwestycja pozwoli Szwecji stać się jednym z nielicznych krajów, które mają możliwość wynoszenia satelitów na orbitę. Szwedzi mają nadzieję, że systemy będą wkrótce wykorzystywane przez pierwszych użytkowników. Jako kandydatów wskazywano dotąd głównie dwa niemieckie startupy (choć jak na razie bez zdecydowanych deklaracji z jakiejkolwiek strony).
W samym 2021 roku finansowanie przebudowy Esrange ma zostać zasilone kwotą 60 mln SEK. Pierwszą połowę tej sumy Szwedzka Narodowa Agencja Kosmiczna (SNSB - Rymdstyrelsen) wypłaci zarządzającej ośrodkiem państwowej spółce Swedish Space Corporation (SSC) nie później niż 30 marca 2021 roku. Kolejne 30 mln SEK na dalszy rozwój infrastruktury trafi tam natomiast z założenia do 30 września.
Tak wsparty plan wyprowadzenia szwedzkiego centrum kosmicznego na - nomen omen - nowy poziom aktywności nie jest przy tym pomysłem nowym. Możliwości wykorzystania Esrange Space Center do obsługi orbitalnych startów były rozważane od najdawniejszych momentów rozwoju ośrodka. Wątek był podejmowany przy okazji samej inauguracji jego działania w 1966 roku, gdy nadzór nad kompleksem sprawowało jeszcze ESRO (European Space Research Organisation) - organizacja będąca jednym z prekursorów dzisiejszej Europejskiej Agencji Kosmicznej (łącznie z ówczesną ELDO - European Launcher Development Organisation). Rozpatrywane wtedy włączenie do użytku ciężkich systemów rakietowych wykraczało jednak znacząco poza potencjał organizacyjny i warunki działania ośrodka; sprawy nie ułatwiało też bliskie położenie względem Związku Radzieckiego.
Gdy w 1972 roku odpowiedzialność za prowadzenie Esrange została przeniesiona na nowo powstałą rządową Szwedzką Korporację Kosmiczną (wspomniana SSC), trwała tam już od dłuższego czasu intensywna kampania testów rakietowych i wystrzeleń na pogranicze kosmosu. Począwszy od pierwszego startu przeprowadzonego 19 listopada 1966 roku, ESRO odpaliło stamtąd ponad 150 rakiet. Większość z nich stanowiły rakiety Centaure, Nike Apache, a także brytyjskie Skua i Skylark, osiągające zazwyczaj wysokości w granicach 100–220 km. Posłużyły one do rozmaitych eksperymentów w ramach europejskich badań, z naciskiem na poznanie najwyższych partii ziemskiej atmosfery (jonosfery).
Po przejęciu odpowiedzialności przez SSC ośrodek bynajmniej nie zaprzestał intensywnej działalności. Esrange pozostało jednym z bardziej aktywnych ośrodków tego typu także po wejściu w nowy wiek. W dalszym ciągu korzystało z jego usług wielu użytkowników rządowych, akademickich i komercyjnych z całego świata - przede wszystkim do wystrzeliwania rakiet sondujących i balonów pomiarowych na duże wysokości, a także do przeprowadzania testów zrzutowych. Przy wielu okazjach z możliwości oferowanych przez infrastrukturę rakietową Esrange korzystali dotąd także polscy studenci i młodzi przedsiębiorcy w ramach inicjatyw finansowanych przez instytucje europejskie. Przykład stanowi program rakietowo-balonowy REXUS/BEXUS dofinansowany ze środków Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA), niemieckiej agencji kosmicznej DLR oraz szwedzkiej SNSB (Rymdstyrelsen). Inicjatywa umożliwia grupom studenckim z całej Europy korzystanie z rakiet, balonów i infrastruktury startowej Esrange, a także pomocy eksperckiej w toku prowadzenia własnych eksperymentów.
Jak wskazują aktualne rejestry, na przestrzeni całej działalności szwedzkiego centrum wystrzelono stamtąd ponad 550 rakiet sondujących/suborbitalnych oraz przeszło 600 balonów stratosferycznych (na przestrzeni niemal sześciu dekad). Były wśród nich loty na wysokości przekraczające nawet 700 km nad Ziemią (rakieta MAXUS). Taki kapitał doświadczenia sam w sobie mógł być potraktowany jako uzasadnienie i solidna podstawa organizacyjna dla rozszerzenia zdolności o misje orbitalne - niejako w wyniku naturalnej ewolucji działania. Tym bardziej, że wiele prac regulacyjnych i certyfikacyjnych na szczeblu centralnym oraz lokalnym doprowadzono do końca już dawno temu z myślą o wystrzeliwaniu rakiet sondujących. Grunt administracyjno-prawny był już zatem przygotowany.

I choć położenie geograficzne Esrange charakteryzuje tak zasadniczy deficyt jak niemożność obsługiwania startów innych niż na orbity polarne, to w tym konkretnym wymiarze posiada także zdecydowany atut - umiejscowienie w sąsiedztwie niezaludnionego terenu o powierzchni 5200 kilometrów kw., rozciągającego się na północ w głąb tamtejszej tundry. Państwowe prawo ogranicza dostęp do tego rejonu dla ludzkiej aktywności, za wyjątkiem hodowli reniferów, sportów wyczynowych... no i samych misji kosmicznych. W ten sposób odrzucane stopnie jednorazowych rakiet nie tworzą zagrożenia dla okolicznych mieszkańców, co stanowi zazwyczaj wielkie wyzwanie pod względem niezakłóconego działania śródlądowych obiektów startowych. Centrum zapewnia też doskonałą obsługę telemetryczną i telekomunikacyjną lotów na orbity polarne - znajduje się tam bowiem dobrze skomunikowany naziemny segment międzynarodowego systemu obsługi satelitów na tych trajektoriach.

Mierzenie sił na zamiary
Na przełomie tysiącleci, gdy zaczęły pojawiać się nowe możliwości efektywnego technicznie i kosztowo wykorzystania mniejszych wyrzutni, zarząd SSC zaczął proponować nowe pomysły uzyskania w Esrange "zdolności orbitalnej". Z czasem znalazły one poklask w otoczeniu administracji na szczeblu centralnym i zostały wpisane do oficjalnej szwedzkiej strategii kosmicznej.
Bieżące działania na rzecz zorganizowania orbitalnych startów z Esrange Space Center rozpoczęto w 2013 roku, po ukończeniu wstępnego rządowego studium wykonalności. Po tym badaniu nastąpiło jeszcze kilka innych, które miały na celu określenie rentowności i sformułowanie wiążącego biznesplanu dla całego przedsięwzięcia oraz uzyskanie poparcia politycznego w celu zapewnienia jego finansowania. Ogólny koszt rozwijania potencjału tego szwedzkiego centrum kosmicznego oszacowano na 300 mln SEK (blisko 28,8 mln EUR). Podczas, gdy pierwsza faza projektu skupiła się na modernizacji już istniejącej infrastruktury, zakończonej w 2018 roku, kolejna objęła m.in. stworzenie dwóch nowych stanowisk do obsługi statycznych testów rakiet. Dalej przewidziano jeszcze trzeci etap modernizacji, którego przedmiotem jest planowana budowa odpowiednich wyrzutni orbitalnych i urządzeń startowych.
Wobec osiągniętych już postępów rozbudowy, do skorzystania z jej owoców dopuszczono dwie niemieckie firmy (ISAR Aerospace i Rocket Factory Augsburg) - z zamiarem powierzenia im obiektów testowych, niejako na zachętę do realizacji przyszłych startów orbitalnych. W powiązaniu z tym 14 października 2020 roku ogłoszono uruchomienie stanowiska testowego spółki RFA w Esrange, celem przeprowadzenia pierwszych testów silnika rakietowego segmentu podstawowego rakiety RFA One. Dodatkowo ogłoszono też całkiem niedawno, że w Esrange będzie rozwijany europejski system nośny wielokrotnego użytku - w programie Europejskiej Agencji Kosmicznej o nazwie Themis (Temida). Pierwsze loty testowe miałyby w nim nastąpić już w 2022 roku, we współpracy między zespołami SSC i ArianeGroup-ArianeWorks (komórka wspierania innowacji współtworzona przez francuską agencję kosmiczną CNES i ArianeGroup).
Z fiordów na orbitę
Szwedzka korporacja kosmiczna SSC, która jest właścicielem i operatorem Esrange Space Center ma nadzieję, że będzie gospodarzem pierwszego startu orbitalnego ze Szwecji już w 2022 roku. Jak dotąd jednak ze strony potencjalnych chętnych do przeprowadzenia otwierających lotów nadal nie uzyskano jednoznacznych deklaracji. Rzecznik SSC, Stefan Gustafsson zapewnił przy tym, że pozostaje na bieżąco w kontakcie z kilkoma dostawcami lekkich rakiet nośnych. Póki co, SSC podpisało wstępne umowy z Isar Aerospace i Rocket Factory Augsburg - szczególnie ten ostatni, powiązany z dużą niemiecką firmą zajmującą się technologiami kosmicznymi (OHB SE), przedstawił szerzej zarysowane plany testowania w Esrange swoich silników rakietowych. Niemiecki startup liczy na możliwość dokonania tam ważnych prób statycznych poprzedzających debiut własnej rakiety nośnej RFA One w 2022 roku.
Obie rozpatrywane spółki zalążkowe istnieją od 2018 roku i niezależnie opracowują lekkie systemy nośne. Dwustopniowa rakieta nośna Isar Spectrum, przystosowana do przewożenia ładunków o masie do 1000 kg na niską orbitę okołoziemską, ma zadebiutować w 2021 roku - firma nie wybrała przy tym jeszcze miejsca startu. Drugi z systemów, wspomniany RFA One, ma natomiast dysponować udźwigiem 1300 kg w zasięgu orbity polarnej o wysokości rzędu 300 km.
Co ciekawe, miejscem pierwszego odpalenia tego drugiego systemu ma być całkowicie inny skandynawski port kosmiczny - rozwijany obecnie w Norwegii. Chodzi o ośrodek Andøya, który podobnie jak szwedzki odpowiednik także jest modernizowaną placówką z długą tradycją, o potencjale awansu do rangi centrum startów orbitalnych w ciągu kilku najbliższych lat. Centrum Kosmiczne Andøya, dawniej będące poligonem rakietowym norweskich sił zbrojnych, było jak dotąd głównie miejscem pracy wyrzutni rakiet sondujących i suborbitalnych. Od 1962 roku z tego ośrodka wystrzelono w sumie ponad 1200 lekkich konstrukcji w różnych konfiguracjach.
Rozbudowywany kosmodrom (na wyspie o tej samej nazwie) zajmuje najbardziej wysunięte na północ stanowisko w archipelagu Vesterålen - w hrabstwie Nordland w Norwegii. Andøya Space Center jest nadzorowane przez publiczno-prywatne konsorcjum, w którym własność jest podzielona między dwa podmioty: 90 proc. utrzymuje Królewskie Ministerstwo Handlu i Przemysłu Norwegii, a 10 proc. posiada firma przemysłu zbrojeniowego i rakietowego Kongsberg Defence Systems. Spółka działa na zasadach komercyjnych, ale jest obsługiwana przez Norweską Agencję Kosmiczną, czyli instytucję rządową pod kontrolą Ministerstwa Handlu i Przemysłu. Centrum Kosmiczne Andøya obsługuje również zdalnie obiekt startowy SvalRak na odległym, mroźnym Svalbardzie.
Ośrodek zapewniał dotąd operacje zarówno dla misji ESA, jak i NASA oraz obsługę eksperymentów naukowych. Nowe możliwości obsługi startów orbitalnych ma zapewnić mu natomiast najnowsza inwestycja rządowa w kwocie blisko 365 mln koron norweskich (NOK - równowartość ok. 35 mln EUR) na sfinansowanie budowy nowej wyrzutni lekkich rakiet nośnych. Wkład zadeklarowano w maju 2020 roku.

Z powrotem w Szwecji
Osobną inicjatywą kosmiczną realizowaną w tym samym regionie geograficznym Szwecji, co Esragne, pozostawał od lat także projekt Spaceport Sweden - z ośrodkiem załogowych lotów suborbitalnych postawionym przy porcie lotniczym w Kirunie. Realne kroki w tym kierunku podejmowano bagatela od stycznia 2007 roku, czyli od momentu zainaugurowania przez ówczesną szwedzką minister ds. przedsiębiorczości i komunikacji, Maud Olofsson projektu powołania do życia publiczno-prywatnej spółki Spaceport Sweden. Firma zawarła wówczas porozumienie z Virgin Galactic, planując uczynić Kirunę głównym europejskim miejscem realizacji suborbitalnych lotów turystycznych, badawczych i edukacyjnych, jak również na rzecz okolicznych inicjatyw innowacji międzybranżowej. Infrastruktura Spaceport Sweden zaczęła być rozwijana bezpośrednio przy lotnisku Kiruna Airport, które miało według śmiałych zapowiedzi stać się hybrydowym centrum podróży lotniczych i kosmicznych.
Choć oficjalna inauguracja działania firmy nastąpiła już 26 stycznia 2007 roku, a długofalowe plany zakładały uruchomienie pierwszych usługowych lotów suborbitalnych w 2015 roku - oczekiwanie się nie zakończyło. W porozumieniu z Virgin Galactic sugerowano, że partnerstwo wiąże się z dalszymi pracami nad porozumieniem operacyjnym, zgodnie z którym Spaceport Sweden byłby pierwszym kosmoportem poza Stanami Zjednoczonymi, z którego Virgin Galactic mogłaby wykonywać loty SpaceShipTwo. W 2012 roku Spaceport Sweden uruchomił przy tym inicjatywę oferującą turnusy edukacyjne i przygotowanie do lotów kosmicznych, dając m.in. możliwość oglądania zorzy polarnej podczas lotów w Kirunie. Ponadto, we współpracy z firmą QinetiQ, zaczęto realizować dwudniowe programy przygotowujące do lotów kosmicznych - obejmujące treningi z wykorzystaniem centryfugi (wirówki przeciążeniowej) i komory hipobarycznej (wysokościowej) do symulacji warunków napotykanych podczas lotów kosmicznych.
Z kolei w 2013 roku Spaceport Sweden podjął współpracę z AirZeroG i Novespace z Francji, inicjując ograniczoną ofertę lotów w stanie nieważkości dla klientów prywatnych korzystających ze specjalnie wyposażonego Airbusa A300 zdolnego do symulowania krótkotrwałej mikrograwitacji. Za wszystkie realizowane dotąd inicjatywy Spaceport Sweden otrzymał w 2015 roku regionalną nagrodę Kiruna Lapland Award w dowód uznania za wysiłki na rzecz ustanowienia komercyjnych lotów kosmicznych w szwedzkiej Laponii. Wkrótce jednak entuzjazm zaczął słabnąć - w miarę, jak odwlekająca się finalizacja przygotowań Virgin Galactic do załogowych lotów suborbitalnych (sama w sobie stanowiąca wówczas sporą niewiadomą) okazała się mniej uchwytna niż sądzono.

Duże oczekiwania a realia
Szumnie zapowiadany szybki rozkwit Spaceport Sweden dotąd nie nadszedł - zamiast tego na początku 2018 roku lokalne media poinformowały, że organizacja nie współpracuje już z gminą Kiruna i poszukuje nowego punktu zaczepienia. W dalszej perspektywie niepomyślnie dla inicjatywy przebiegły też negocjacje z gminą Skellefteå nad Zatoką Botnicką, gdzie znajduje się port lotniczy rozważany jako korzystne stanowisko zastępcze dla planowanego centrum turystyki kosmicznej. Sama firma Virgin Galactic przestała wykazywać aktywność w tym przedmiocie, na co zwrócił w 2020 roku uwagę serwis Politico, pisząc również o braku reakcji na prośby o komentarz na temat planów firmy co do Szwecji.

Ten i inne podobne przypadki położyły się cieniem na optymistycznych zapowiedziach rozwoju niewielkich europejskich platform startów kosmicznych - a zwłaszcza tych pozbawionych solidnej podbudowy biznesowej bądź wsparcia rządowego w dłuższej perspektywie budowania rentowności. Pomimo rosnącej liczby nowych spółek rozwijających lekkie systemy nośne, popyt z ich strony na regularną obsługę startową bywa przeszacowany, zwłaszcza wobec entuzjastycznego nagłaśniania rozwoju podobnych przedsięwzięć na bardzo wczesnych etapach inwestycyjnych bądź krótko po uzyskaniu pierwszych efektów finansowania. Często zapomina się, że droga od wytworzenia rozwiązania do zarabiania na nim w tym segmencie rynku jest nadal bardzo długa i rozciąga się na lata w przyszłość. To perspektywa, która bez odpowiedniego rozplanowania kolejnych rund finansowania i wkładu inwestorskiego pozostaje dla znaczącej części firm niemożliwa do objęcia.
Ze swoimi trudnościami mierzyć się będzie także kosmodrom Esrange, pomimo przewagi wynikającej z ugruntowanej już, trwającej dekady publiczno-prywatnej działalności. Same projekcje oczekiwań względem najbliższych lat działania ośrodka wskazują, że regularne świadczenie obsługi startów z ładunkami orbitalnymi nie będzie miało prawdopodobnie zbyt imponującej skali. W obowiązujących planach wspomina się o prowadzeniu w możliwej do przewidzenia przeszłości maksymalnie kilku (deklarowane "około trzech") wystrzeleń lekkich ładunków w ciągu roku. Równolegle w ośrodku działać będą przy tym stanowiska do testowania silników rakietowych i cała dotychczasowa infrastruktura startów suborbitalnych.

Co się tyczy szerszego międzynarodowego rynku lekkich systemów nośnych, tutaj także nie osiągnięto jeszcze "masy krytycznej" w przedmiocie wzmożonego zapotrzebowania na dostępność europejskich kosmodromów. Owszem, jednym z kluczowych zamysłów pozostaje to, że obecność takich ośrodków na Starym Kontynencie będzie sprzyjać dynamicznemu rozwijaniu lekkich systemów nośnych i tańszemu ich użytkowaniu. Wciąż jednak najbardziej eksponowanym tutaj założeniem jest odpowiedź na zapotrzebowanie już istniejące, związane z przyspieszonym rozwojem rynku lekkich satelitów - gdzie przodują Wielka Brytania i Skandynawia. Sęk jednak też w tym, że popyt na lekkie satelity wcale nie musi przełożyć się proporcjonalnie na skalę zainteresowania lekkimi rakietami kosmicznymi.

Niemniej jednak, w Europie plany tworzenia nowych kosmodromów dla lżejszych systemów wynoszenia są regularnie podnoszone w różnych państwach - zwłaszcza na Wyspach Brytyjskich (Anglia i Szkocja), jak również w Portugalii i we Włoszech. To, że w samej Skandynawii są to inicjatywy mnogie, podczas gdy Europa nadal ma przed sobą weryfikację realnego zapotrzebowania na lekkie rakiety z ładunkiem orbitalnym - sprawia, że można mieć wątpliwości w kwestii sugerowanej prosperity na rozpatrywanym rynku najnowszych technologii wynoszenia.
W opozycji do tego, liczni skądinąd zwolennicy i pomysłodawcy projektów budowy europejskich kosmodromów podkreślają, że wymóg znacznych i długoterminowych inwestycji publicznych, jakie są niezbędne dla istnienia kosmodromów, zrekompensują z nawiązką powstałe za ich sprawą nowe miejsca pracy, innowacje i wygenerowane dochody w wysoko wyspecjalizowanym sektorze gospodarki. Innym razem wskazuje się też, że wspomniane początkowe nakłady nadal są niewspółmiernie niższe niż koszty, jakie pochłonęłaby budowa pełnowymiarowego centrum startów satelitarnych na miarę ośrodka w Gujanie Francuskiej.

Konkurencja w obszarze budowania niewielkich kosmodromów w Europie będzie zatem się utrzymywać. Nie jest przesądzone, jakie przyniesie ona korzyści dla całej europejskiej gospodarki - na pewno potrzebującej dobrze przemyślanej przemysłowej "dźwigni", która pozwoli nawiązywać wyrównaną rywalizację na dynamicznie wzrastającym globalnym rynku kosmicznym.
Ilustracja: Andøya Space Center [andoyaspace.no]
Start rakiety suborbitalnej MAXUS 9 przeprowadzony z Esrange Space Center w 2017 roku. Fot. Swedish Space Corporation [sscspace.com]
SmallSat presentation video

Ilustracja: Andøya Space Center [andoyaspace.no]
Ilustracja: Andøya Space Center [andoyaspace.no]
Ilustracja: Andøya Space Center [andoyaspace.no]
https://www.space24.pl/skandynawskie-ko ... ski-sektor

Re: Wiadomości astronomiczne z internetu

: 21 sty 2021, o 08:22
autor: Paweł Baran
Fizycy mają pomysł, jak wyjaśnić tempo rozszerzania wszechświata. Żyjemy w galaktycznej bańce
2021-01-20. Radek Kosarzycki
Próby określenia tempa rozszerzania wszechświata przyprawiają naukowców o ból głowy już od bardzo dawna. Fizycy z Uniwersytetu Genewskiego opracowali jednak teorię, która może w końcu rozwiązać tę zagadkę.
Obecnie przyjmowana teoria powstania wszechświata mówi, że wyłonił się on z Wielkiego Wybuchu, do którego doszło 13,8 mld lat temu. Od tego czasu wszechświat nie tylko się rozszerza, ale także samo rozszerzanie przyspiesza, a naukowcy z całej siły próbują ustalić, z jaką prędkością to następuje. Problem jednak w tym, że dwie niezależne metody ustalania tej prędkości bezustannie dają dwa rozbieżne wyniki.
Jak mierzymy ekspansję wszechświata?
Pierwsza metoda opiera się na pomiarach kosmicznego mikrofalowego promieniowania tła wyemitowanego, gdy wszechświat miał około 370 000 lat. Dane zebrane za pomocą teleskopu kosmicznego Planck, przy założeniu, że wszechświat jest jednorodny, wskazują, że wszechświat rozszerza się w tempie 67,4 km/s/megaparsek.
Alternatywnie stałą Hubble’a (czyli tempo rozszerzania się wszechświata) można mierzyć na podstawie eksplozji supernowych, do których dochodzi w odległych galaktykach. Te wskazują, że wszechświat rozszerza się w tempie 74 km/s/Mpc.
No i masz babo kosmiczny placek. Naukowcy nie są w stanie dojść do tego, skąd się bierze ta rozbieżność, tym bardziej że kolejne pomiary według tych metod pozwalały ustalać coraz precyzyjniejsze wartości, ale nijak się one do siebie nie zbliżały.
A może żyjemy w bańce....
Naukowcy z Genewy uważają, że dysonans między dwiema metodami można wytłumaczyć tym, że Droga Mleczna oraz kilka tysięcy najbliższych nam galaktyk znajduje się w swego rodzaju rozległym bąblu o średnicy 250 mln lat świetlnych, w którym średnia gęstość materii jest o połowę niższa od reszty wszechświata. Gdyby tak faktycznie było, informacja ta wpłynęłaby na odległości do supernowych, a z czasem na określenie wartości stałej Hubble’a.
W tak rozległym bąblu znalazłyby się bowiem wszystkie galaktyki, w których obserwujemy supernowe wykorzystywane do pomiaru odległości. Obliczenia wskazują, że gdyby średnia gęstość materii w takim bąblu była o połowę niższa od reszty wszechświata to wartość stałej Hubble’a zgadzałaby się z tą określoną za pomocą mikrofalowego promieniowania tła.
Jak przekonuje kierujący badaniami prof. Lucas Lombriser z Wydziału Fizyki Teoretycznej na Uniwersytecie Genewskim, szanse na to, że taka fluktuacja faktycznie istnieje szacuje się na 5-20 proc. Nie jest to więc tylko czysta fantastyka, a całkiem realna możliwość. Takich niejednorodności we wszechświecie może być mnóstwo.
https://spidersweb.pl/2021/01/tempo-roz ... ustce.html

Re: Wiadomości astronomiczne z internetu

: 21 sty 2021, o 08:24
autor: Paweł Baran
Naukowiec twierdzi, że na Księżycu mogą znajdować się szczątki dinozaurów
Autor: John Moll (2021-01-20)
W 1969 roku, człowiek po raz pierwszy pojawił się na Księżycu. Jednak zdaniem jednego naukowca, dinozaury mogły tego dokonać znacznie wcześniej, a dziś możemy znaleźć na Srebrnym Globie szczątki tych pradawnych zwierząt.
Człowiek potrzebował potężnej rakiety i skomplikowanej technologii, aby pokonać dystans dzielący Ziemię od Księżyca i wrócić w jednym kawałku. Dinozaury mogły „odwiedzić” go już 65 milionów lat temu, lecz z pewnością nie przeżyłyby takiego lotu.
Dziennikarz naukowy Peter Brannen w swojej książce z 2017 roku pt.: „The End of the World” pisał o rozważaniach geofizyka Mario Rebolledo, który uważa, że teoretycznie możliwe jest odnalezienie szczątków dinozaurów na Księżycu. Jego zdaniem asteroida, która zabiła dinozaury, mogła rozrzucić szczątki kości tych stworzeń w przestrzeń kosmiczną, a część z nich mogła wylądować na Księżycu.
Według Brannena i Rebolledo, asteroida sprzed 65 milionów lat była tak potężna, że atmosfera Ziemi została rozdarta i utworzyła próżnię jeszcze przed upadkiem ciała niebieskiego, a ogromna objętość Ziemi została wyrzucona na orbitę i dalej. Geofizyk Mario Rebolledo uznaje, że obecność szczątków kości dinozaurów na Księżycu jest prawdopodobna.
Powyższe rozważania mogą znaleźć potwierdzenie w testach symulujących upadek meteorytu, które przeprowadził zespół z brytyjskiego Uniwersytetu Kent. Badanie pokazało, że na Księżycu możemy odnaleźć nawet skamieniałości ziemskich bakterii, zatem obecność szczątków dinozaurów jest tym bardziej prawdopodobna.
Źródło: Pixabay.com
https://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/nauk ... dinozaurow

Re: Wiadomości astronomiczne z internetu

: 21 sty 2021, o 08:27
autor: Paweł Baran
Atmosfera na Marsie zniknęła z powodu wiatru słonecznego
Autor: Zmrozik (20 Styczeń, 2021)
Około cztery miliardy lat temu Mars posiadał atmosferę i prawdopodobnie był bardzo podobny do Ziemi. Na jego powierzchni znajdowału się liczne rzeki i jeziora skąpane w promieniach Słońca. Być może stwarzały nawet warunki niezbędne do powstania życia. Ale potem coś się wydarzyło i izolująca atmosfera Marsa praktycznie zniknęła.
Narażona na wpływ kosmicznego pierwiastka Czerwona Planeta z czasem zamieniła się w suche, zamarznięte pustkowie, jakie znamy dzisiaj. Do niedawna naukowcy zastanawiali się, co faktycznie stało się z marsjańską atmosferą, ale dane uzyskane za pomocą misji NASA MAVEN nie są jednoznaczne. Naukowcy pracujący nad projektem szacują, że znaczna część atmosfery Marsa została zdmuchnięta przez wiatr słoneczny, czyli strumienie naładowanych cząstek, które nieustannie emitowane są z naszej gwiazdy. Ciekawe jest również to, że Czerwona Planeta nadal traci w ten sposób część swojej rzadkiej atmosfery.
Naukowcy od dłuższego czasu wiedzą o tym, że Mars wciąż traci resztki swojej atmosfery. Jednak dane z misji MAVEN wskazały, jak ważny był ten proces w całej historii planety. Naukowcy z Goddard Space Flight Center NASA doszli do wniosku, że znaczna część atmosfery Marsa została utracona w kosmosie, a nie tak jak sugerują inni eksperci, uwięziona na planecie. Kluczem do rozwiązania zagadki był pomiar gazu szlachetnego - argonu.
Przypomnijmy, że gazy szlachetne to grupa pierwiastków chemicznych o podobnych właściwościach takie jak hel, neon, argon, krypton, ksenon i radioaktywny radon. W normalnych warunkach są to bezbarwne, bezwonne i pozbawione smaku gazy jednoatomowe o bardzo niskiej reaktywności chemicznej.
Autorzy badania zwrócili szczególną uwagę na wiatr słoneczny, naładowane cząsteczki emitowane ze Słońca, które uderzają w cząsteczki w atmosferze, tworząc nowe naładowane cząstki - jony. Wiatr słoneczny łatwo zbiera jony i przenosi je w kosmos. Co ciekawe, podczas tego procesu lżejsze cząsteczki znikają z atmosfery. Dzieje się tak, ponieważ takie cząsteczki z większym prawdopodobieństwem wzniosą się wysoko w atmosferę, w którą uderza wiatr słoneczny.
Dzięki pomiarom z sondy MAVEN, naukowcy porównali stężenia argonu-36 i argonu-38 na różnych wysokościach w atmosferze Marsa i określili, o ile lżejszy argon-36 zniknął z atmosfery w czasie. Następnie wykorzystali te informacje do symulacji wpływu wiatru słonecznego na inne typy cząsteczek w atmosferze Marsa i doszli do wniosku, że około 66% atmosfery Marsa uciekło w kosmos w ciągu ostatnich czterech miliardów lat.
Naukowcy zauważają, że tajemnica zniknięcia atmosfery na Marsie została tylko częściowo rozwiązana. Chociaż większość z niej ginie w kosmosie, wiele innych procesów na planecie mogło również odegrać jakąś rolę w zanikaniu atmosfery.
Źródło: NASA
https://tylkoastronomia.pl/wiadomosc/at ... lonecznego