Wiadomości astronomiczne z internetu

Ciekawostki i postępy w dziedzinie astronomii
Paweł Baran
Posty: 9641
Rejestracja: 9 lut 2019, o 13:58
 Polubił: 1 time
 Polubiane: 13 times

Re: Wiadomości astronomiczne z internetu

Post autor: Paweł Baran »

Gwiazdy podwójne zwiększają kosmiczny ślad węglowy
2021-10-14.
Nowe badania przeprowadzone przez zespół astronomów pokazują, że masywne gwiazdy produkują dwa razy więcej węgla, gdy występują w układach podwójnych. Naukowcy opierają te badania na najnowocześniejszych symulacjach komputerowych. Ich odkrycia są małym, ale ważnym krokiem w kierunku lepszego zrozumienia kosmicznego pochodzenia pierwiastków, z których jesteśmy zbudowani.
Kosmiczne pochodzenie węgla, podstawowego budulca życia, jest wciąż niepewne. Masywne gwiazdy odgrywają ważną rolę w syntezie wszystkich ciężkich pierwiastków, od węgla i tlenu po żelazo i tak dalej. Jednak pomimo tego, że większość masywnych gwiazd rodzi się w układach wielokrotnych, dotychczasowe modele nukleosyntezy symulowały prawie wyłącznie gwiazdy pojedyncze. Międzynarodowy zespół astrofizyków obliczył teraz „ślady węglowe” masywnych gwiazd w układzie podwójnym, które tracą swoją otoczkę.

Dwa razy więcej
W porównaniu z pojedynczą gwiazdą, przeciętna masywna gwiazda w układzie podwójnym produkuje dwa razy więcej węgla – donosi Robert Farmer, główny autor badania. Do niedawna większość astrofizyków ignorowała fakt, że masywne gwiazdy są często częścią układu podwójnego. Po raz pierwszy zbadaliśmy, jak to, że występują w układach podwójnych zmienia produkowane przez nie pierwiastki.

Większość gwiazd, w tym nasze Słońce, jest zasilana przez syntezę wodoru w hel. W swoich „złotych latach”, po zakończeniu około 90% swojego życia, zaczynają przekształcać hel w węgiel i tlen. Gwiazdy takie jak Słońce zatrzymują się na tym etapie, ale masywne gwiazdy mogą kontynuować syntezę węgla w cięższe pierwiastki, aż do żelaza.

Wielkie wyzwanie
Wielkim wyzwaniem nie jest to, jak wyprodukować węgiel, ale jak go wydostać z gwiazdy, zanim zostanie zniszczona. W przypadku pojedynczej gwiazdy jest to bardzo trudne. Gwiazdy w układach podwójnych mogą oddziaływać na siebie i przekazywać masę towarzyszowi. Gwiazda, która traci część swojej masy, wytwarza blisko powierzchni warstwę bogatą w węgiel, która jest odrzucana, gdy gwiazda wybucha jako supernowa.

Inne typy gwiazd
Astronomowie badają również inne typy gwiazd, które mogą produkować węgiel, takie jak na przykład czerwone olbrzymy czy eksplozje białych karłów. Jednak jak na razie wydaje się, że to właśnie masywne gwiazdy, a w szczególności gwiazdy podwójne, produkują większość kosmicznego węgla.

Nasze odkrycia są małym ale ważnym krokiem w kierunku lepszego zrozumienia roli masywnych gwiazd w produkcji pierwiastków, z których my sami się składamy – mówi druga autorka artykułu Eva Laplace, która wkrótce obroni swoją pracę doktorską na ten temat na Uniwersytecie w Amsterdamie. Do tej pory zbadaliśmy tylko jeden typ interakcji układu podwójnego. Istnieje wiele innych możliwych losów gwiazdy powstałej w bliskim sąsiedztwie towarzysza – i wiele innych pierwiastków do zbadania.

Wyniki przedstawione w tej pracy są więc dopiero pierwszym etapem systematycznego badania wpływu bliskiego towarzysza na wydajność chemiczną masywnych gwiazd.

Opracowanie:
Agnieszka Nowak

Źródło:
Uniwersytet w Amsterdamie

Urania

Wizja artystyczna układu podwójnego z masywną gwiazdą. Źródło: ESO/M. Kornmesser/S.E. de Mink

https://agnieszkaveganowak.blogspot.com ... iczny.html
Załączniki
Gwiazdy podwójne zwiększają kosmiczny ślad węglowy.jpg
Paweł Baran
Posty: 9641
Rejestracja: 9 lut 2019, o 13:58
 Polubił: 1 time
 Polubiane: 13 times

Re: Wiadomości astronomiczne z internetu

Post autor: Paweł Baran »

13 października 1773: Charles Messier odkrywa Galaktykę Wir
2021-10-14.
Niemal dokładnie 248 lat temu słynny francuski astronom Charles Messier odkrył Galaktykę Wir, znaną również jako NGC 5194, Messier 51 lub po prostu M51. Jej status był przed długi czas... niejasny.
Messier nie miał zapewne w planach odkrycia tej konkretnej galaktyki. Przeczesywał niebo w poszukiwaniu różnego rodzaju obiektów, które mogły zmylić łowców komet. Tego dnia natknął się na kolejny obiekt mgławicowy, który skatalogował jako M51. Jednak nie był wówczas jeszcze w stanie zobaczyć jego struktury spiralnej i nie zidentyfikował go jako galaktyki. Opisał ten obiekt jako ledwo widoczną mgławicę bez gwiazd.
Siedemdziesiąt dwa lata później astronom William Parsons obserwował niebo z pomocą słynnego Lewiatana z Parsonstown – 72-calowego teleskopu zwierciadlanego znajdującego się w Irlandii, który aż do roku 1917 był największym takim instrumentem na świecie. Patrząc na M51 ujrzał przez niego charakterystyczny kształt wiru, po czym uznał ów obiekt za... tak zwaną mgławicę spiralną. Była to pierwsza znana wówczas mgławica tego typu. Mgławice spiralne nie były uważane za galaktyki aż do 1929, gdy Edwin Hubble zaobserwował w nich cefeidy – jego badania dowiodły wówczas, że w tych obiektach mgławicowych znajdują się znane nam już gwiazdy, a one same muszą być położone tak daleko od nas, że są innymi, oddzielnymi galaktykami, a nie mgławicami położonymi w obrębie Drogi Mlecznej. Mgławice spiralne to we współczesnej astronomii już tylko termin historyczny.
M51 znajduje się w odległości około 23 milionów lat świetlnych od Ziemi. Ma jasność około 8m i masę rzędu 160 miliardów mas Słońca. Można próbować ją odszukać w gwiazdozbiorze Psów Gończych, blisko ostatniej gwiazdy dyszla Wielkiego Wozu. Galaktyka Wir może być obecnie podziwiana już z pomocą teleskopu o średnicy około 30 cm. Tuż koło niej znajduje się jej towarzyszka, galaktyka NGC 5195, która silnie oddziałuje grawitacyjnie z M51.
ródło: Space.com
Opracowanie: Elżbieta Kuligowska
Na zdjęciu: Galaktyka Messiera 51 zaobserwowana w wysokich energiach z udziałem teleskopu rentgenowskiego Chandra. Źródło: NASA/CXC/Wesleyan Univ./R.Kilgard, et al/STScI
Czytaj więcej:
• Cały artykuł
• Galaktyka Wir na stronie NASA
• Pierwsze obserwacje Galaktyki Wir wykonane interferometrem LOFAR
Na ilustracji: Szkic Galaktyki M51 wykonany przez Williama Parsonsa w 1845 roku. Źródło: Wiki/William Parsons

Na zdjęciu: Galaktyka Wir. Gdy znajdziemy ostatnią gwiazdę w dyszlu Wielkiego Wozu, po czym przesuniemy teleskop nieco na południe i na zachód, mamy szansę natknąć się na parę oddziałujących ze sobą galaktyk. Leży ona w odległości około 31 milionów lat świetlnych od nas, w granicach niewielkiego gwiazdozbioru Psów Gończych. Choć M51 oglądana przez teleskop wydaje się słaba i zamglona, głębokie zdjęcia ujawniają wiele jej szczegółów, a kolorowe kompozycje – uderzająco piękne barwy. Źródło i prawa autorskie: Josep Drudis/APOD
Na ilustracji: Lokalizacja Galaktyki Wir. Źródło: Stellarium.

https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/13 ... laktyke-wi
Załączniki
13 października 1773 Charles Messier odkrywa Galaktykę Wir.jpg
13 października 1773 Charles Messier odkrywa Galaktykę Wir2.jpg
13 października 1773 Charles Messier odkrywa Galaktykę Wir3.jpg
13 października 1773 Charles Messier odkrywa Galaktykę Wir4.jpg
Paweł Baran
Posty: 9641
Rejestracja: 9 lut 2019, o 13:58
 Polubił: 1 time
 Polubiane: 13 times

Re: Wiadomości astronomiczne z internetu

Post autor: Paweł Baran »

Nowy australijski satelita zbada pogodę kosmiczną
2021-10-14.
Australijski satelita meteorologiczny CUAVA-1 został umieszczony na orbicie 6 października. Głównym celem naukowym tego CubeSata o wielkości pudełka po butach jest zbadanie wpływu promieniowania słonecznego na ziemską atmosferę oraz komunikację i elektronikę.
Pogoda kosmiczna manifestująca się między innymi rozbłyskami słonecznymi i zmianami w natężeniu wiatru słonecznego może silnie wpływać na jonosferę Ziemi – warstwę naładowanych cząstek położoną w górnej atmosferze. To z kolei ma wpływ na naszą komunikację radiową i pracę satelitów, a także generuje od czasu do czasu fluktuacje pola elektromagnetycznego, które mogą siać spustoszenie w elektronice coraz bardziej wszecobecnej w kosmosie i na Ziemi.
Nowy satelita jest pierwszym zaprojektowanym i zbudowanym przez Centrum Szkoleniowe Australijskiej Rady ds. Badań Naukowych dla Cubesatów i ich zastosowań (w skrócie CUAVA). Jednym z głównych celów misji CUAVA-1 jest poprawienie prognozowania pogody kosmicznej. Prognozy w tym zakresie są obecnie wciąż bardzo ograniczone. Oprócz swej misji naukowej CUAVA-1 stanowi również ważny krok do spełnienia celu Australijskiej Agencji Kosmicznej, jakim jest zwiększenie lokalnego przemysłu kosmicznego o 20 000 miejsc pracy do 2030 roku.
Australijska Agencja Kosmiczna powstała dopiero w 2018 roku, ale Australia ma długą historię badań satelitarnych. Na przykład w 2002 roku australijski FedSat stał się jednym z pierwszych satelitów na świecie, który miał na pokładzie odbiornik GPS. Takie kosmiczne GPS-y umożliwiają ciągłe obserwacje atmosfery na całym świecie celem lepszego monitorowania i prognozowania pogody (w tym przypadku także tej ziemskiej). Współczesne agencje i instytuty pogodowe w swoich prognozach opierają się w dużej mierze na danych GPS z kosmosu.
Kosmiczne odbiorniki GPS umożliwiają również monitorowanie jonosfery. Na wysokości od około 80 do 1000 kilometrów ta warstwa atmosfery przechodzi z gazu złożonego z nienaładowanych (elektrycznie obojętnych) atomów i cząsteczek w plazmę naładowanych cząstek – elektronów i jonów. To właśnie w jonosferze tworzą się piękne wstęgi zorzy polarnej, powszechne na dużych szerokościach geograficznych już podczas umiarkowanych burz geomagnetycznych.
Lepsze zrozumienie jonosfery jest ważną częścią operacyjnego prognozowania pogody kosmicznej. Wiemy, że jonosfera staje się bardzo zaburzona podczas burz geomagnetycznych. Zakłóca wówczas sygnały radiowe, które przez nią przechodzą, co może generować przepięciami prądu elektrycznego w sieciach energetycznych. Podczas silnych burz geomagnetycznych duże ilości energii są przekazywane do górnej warstwy ziemskiej atmosfery w pobliżu biegunów geomagnetycznych, zmieniając prądy i przepływy w jonosferze ponad równikiem. Energia ta rozprasza się szybko, powodując zmiany w górnych warstwach atmosfery i zaburzając układ wiatrów na dużych wysokościach nad równikiem już po kilku godzinach.
Natomiast promieniowanie rentgenowskie i ultrafioletowe pochodzące z rozbłysków słonecznych bezpośrednio ogrzewa atmosferę położoną powyżej warstwy ozonowej nad równikiem i jego okolicą. Zmiany te wpływają na wielkość oporu odczuwanego na niskiej orbicie okołoziemskiej, co utrudnia przewidywanie tras satelitów i śmieci kosmicznych. A to nie wszystko. Nawet gdy nie ma burz geomagnetycznych, mogą wystąpić tak zwane zakłócenia „czasu ciszy”, które również nie są bez wpływu na GPS i inne systemy elektroniczne.
Obecnie nie możemy dokładnie prognozować wystąpień groźnej dla nas pogody kosmicznej na więcej niż trzy dni naprzód. Wpływ tej "złej" pogody kosmicznej na górną warstwę atmosfery Ziemi, włączając w to zakłócenia komunikacji oraz zmiany w ruchu satelitów, są jeszcze trudniejsze do przewidzenia z dużym wyprzedzeniem. W rezultacie większość agencji prognozujących pogodę kosmiczną ogranicza się do jej tak zwanego nowcastingu: obserwowania aktualnego stanu pogody i jej prognozowania na następne kilka godzin.
Potrzeba wciąż dużo więcej wiedzy, aby zrozumieć wszystkie złożone związki między Słońcem a Ziemią, i to, jak energia słoneczna rozprasza się w pobliżu Ziemi. Oraz sposób, w jaki zmiany te wpływają na naszą technologię, na której coraz bardziej polegamy w codziennym życiu. Oznacza to jeszcze więcej badań i satelitów. CUAVA-1 to zapewne tylko początek w budowaniu konstelacji australijskich satelitów pogody kosmicznej, które odegrają kluczową rolę w jej prognozach.
Czytaj więcej:
• Cały artykuł

Źródło: Space.com/The Conversation. The publication contributed the article to Space.com's Expert Voices: Op-Ed & Insights
Opracowanie: Elżbieta Kuligowska
Na zdjęciu: Zorza polarna nad Szwecją – więcej na APOD.pl. Źródło i prawa autorskie: Göran Strand
Na zdjęciu: Satelita CUAVA-1 opuszcza pokład ISS. Źródło: JAXA
Na ilustracji: Technologia i infrastruktura, na jakie znacząco wpływa pogoda kosmiczna. Źródło:NASA

Scientists Answer Top Space Weather Questions Pt 1



https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/no ... -kosmiczna
Załączniki
Nowy australijski satelita zbada pogodę kosmiczną.jpg
Nowy australijski satelita zbada pogodę kosmiczną2.jpg
Nowy australijski satelita zbada pogodę kosmiczną3.jpg
Paweł Baran
Posty: 9641
Rejestracja: 9 lut 2019, o 13:58
 Polubił: 1 time
 Polubiane: 13 times

Re: Wiadomości astronomiczne z internetu

Post autor: Paweł Baran »

Kolonizacja Marsa może przyspieszyć ewolucję człowieka
2021-10-14.
Wysokie promieniowanie, niewielka grawitacja i inne warunki środowiskowe mogą znacznie przyspieszyć występowanie mutacji u ewentualnych marsjańskich osadników.
Kolonizacja surowego Marsa (jeśli w ogóle uda nam się ten cel osiągnąć) może przyspieszyć ewolucję naszego gatunku. Tak twierdzi w każdym razie Scott Solomon, biolog ewolucyjny z Rice University w Houston w Teksasie.
Mars znajduje się w średniej odległości około 55 milionów kilometrów od Ziemi. By w ogóle do niego dotrzeć, trzeba pokonać szereg wyzwań. Załóżmy jednak, że niebawem faktycznie dotrzemy na Marsa i założymy tam kolonię złożoną z kilkudziesięciu czy kilkuset stałych mieszkańców. Wówczas, jak się okazuje, czynniki takie jak podwyższone promieniowanie, dużo niższa grawitacja i ogromna zmiana całego stylu życia mogą wywołać znaczące zmiany ewolucyjne w ludzkich ciałach. I to znacznie szybsze niż te, które wcześniej zaszły na naszej rodzimej planecie, Ziemi.
Scott Salomon zaczął zastanawiać się nad dalszym przebiegiem ludzkiej ewolucji nauczając na uniwersytecie biologii. Poprosił studentów, aby wyobrazili sobie, w jaki sposób ludzie mogą ewoluować w przyszłości. To stosunkowo niewinne pytanie ostatecznie doprowadziło go do napisania w 2016 roku książki zatytułowanej Future Humans ("Ludzie przyszłości").
Badania Solomona dotyczą hipotetycznych skutków ewolucyjnych ludzkiej kolonizacji Marsa. Czynnikiem decydującym jest tu wysoki poziom izolacji, który miałby ogromny wpływ na to, jak szybko ludzie przystosowują się do nowych warunków. Gdyby więc, na przykład, ludzie wciąż przemieszczali się tam i z powrotem z Ziemi i na Marsa – w miarę często, bo co 1-2 pokolenie – nowe napływy genów osób urodzonych na Ziemi, przenoszące się do kolonii marsjańskiej, mogłyby znacząco spowolnić skutki pewnych mutacji genetycznych. Tymczasem pozostawanie przez wiele pokoleń wyłącznie w bardzo odmiennych od ziemskich warunkach marsjańskich powinno znacząco przyspieszyć tempo ewolucji człowieka. Oczywiście, człowieka żyjącego na Marsie.
– Przy odpowiednich okolicznościach może to potrwać setki lat – mówi Solomon.
Na Ziemi ewolucja często wymaga od danego gatunku, by przez tysiące lat doświadczał on całkowitej izolacji od innych populacji tego samego gatunku. Gdy zatem współcześni ludzie i zarazem nasi ewolucyjni przodkowie zaczęli rozprzestrzeniać się na Ziemi dziesiątki tysięcy lat temu, ich populacje były w dużej mierze izolowane w różnych miejscach, przez całe pokolenia, czasem i przez tysiące lat. W tym czasie niektóre z tych populacji wykształciły cechy, które pomagały ich osobnikom lepiej radzić sobie z lokalnymi warunkami. Na przykład grupy ludzi mieszkających na dużych wysokościach mogły rozwinąć w sobie te cechy, które pomogły im żyć w tych ekstremalnych jak na Ziemię środowiskach. Niezależnie od tego nasz gatunek ma po prostu zdolność do przystosowania się do określonego otoczenia poprzez przybieranie różnych rozmiarów, zachowań i kształtów. Inaczej mówiąc, możemy w dość dużym stopniu dostosować naszą fizjologię do różnych warunków. Świadczy o tym fakt, że współcześni ludzie nigdy nie wyewoluowali w nowe gatunki, choć doświadczali i wciąż doświadczają ogromnych różnic środowiskowych.
Trzeba uczciwie przyznać, że przyszli marsjańscy kolonizatorzy faktycznie mogą żyć w całkowitej lub niemal pełnej izolacji od Ziemian i Ziemi. Przemawia za tym szereg czynników, w tym argumenty ekonomiczne. Przemieszczanie się ludzi między obiema planetami mogą też skutecznie zahamować choroby charakterystyczne dla Ziemi lub Marsa, wywołujące ograniczenia prawne na międzyplanetarne podróże. Wystarczy zresztą pomyśleć o znanej nam dobrze pandemii COVID-19 i jej skutkach.
Intensywniejsze promieniowanie panujące na Marsie może również wywołać podwyższone wskaźniki mutacji genetycznych u ludzi tam już urodzonych. A te korzystne mutacje, które pomagają ludziom lepiej radzić sobie z warunkami na Marsie, mogą ze znacznym prawdopodobieństwem być odziedziczone przez przyszłe pokolenia.
–Zwiększenie tempa mutacji daje doborowi naturalnemu więcej materiału do działania – wyjaśnia Solomon.
Jednak te mutacje mogą być również przypadkowe. Jeśli u kilku osób rozwiną się te same przypadkowe mutacje, czy to wśród osób żyjących na Marsie, czy wśród ich przodków na Ziemi, może to wywołać coś w rodzaju efektu założycielskiego. Na samym początku osada na Marsie prawdopodobnie będzie składać się ze stosunkowo niewielkiej społeczności, a wszelkie cechy, które mogą mieć jej założyciele, będą miały nieproporcjonalnie duży wpływ na przyszły rozwój tej grupy ludzi. I choć, przykładowo, same wyróżnione wzorce w kolorze włosów czy skóry technicznie nie uczynią Marsjan żadnym nowym gatunkiem, możliwe już jest, że nawet pierwsze pokolenie osób urodzonych na Czerwonej Planecie może wykazywać znaczne różnice fizyczne w porównaniu z Ziemianami, między innymi ze względu na zmiany w odczuwanej grawitacji. Weźmy też pod uwagę fakt, że kolonizatorzy Marsa będą tak czy inaczej w jakiś sposób wyselekcjonowani, choćby tylko pod kątem dobrego zdrowia.
–Mogą oni wyglądać inaczej, mogą zachowywać się inaczej – mówi Solomon. –Mogą pojawić się zmiany fizyczne, które będą widoczne w oczywisty sposób.
Przetrwanie najsilniejszych osobników to kluczowa koncepcja ewolucji. W przypadku ludzi na Marsie oczywistym sprzyjającym czynnikiem wydaje się na przykład wysokość, bo planeta ta ma dużo słabszą masę, a więc i przyciąganie grawitacyjne. W filmach i powieściach SF Marsjanie są dość często przedstawiani jako osobniki wysokie i chude, ale zdaniem Solomona może być dokładnie odwrotnie. Problem polega na tym, że te typy sylwetki mogą stanowić zagrożenie podczas porodu. Zatem dobór naturalny może wręcz faworyzować tam ludzi niższych i o gęstszych kościach.
Wysoki poziom promieniowania na Marsie prawdopodobnie bezpośrednio wpłynie też na cechy takie jak kolor skóry i wzrok – na przestrzeni pokoleń. To samo zresztą już wcześniej wydarzyło się na Ziemi, bo obecna w skórze melanina jest w znacznym stopniu odporna na promienie ultrafioletowe. Być może przy tak wysokim promieniowaniu wyewoluuje nowy rodzaj pigmentu skóry, który pomoże nam (a raczej ludziom-Marsjanom) lepiej radzić sobie z tym promieniowaniem.
– Potencjalnie moglibyśmy tam rozwinąć i geny oporne na raka. Konkretne pomysły na to, jak bardzo możemy się zmienić na Marsie, są jednak wciąż spekulacjami. Najpierw i tak musimy się wiele nauczyć, na przykład o tym, jak życie w kosmosie wpłynie na ciążę, przeżycie i rozwój niemowlęcia – podsumowuje Solomon.

Czytaj więcej
• Cały artykuł
• Czy na Marsie mogło przetrwać życie?

Źródło: Astronomy.com
Opracowanie: Elżbieta Kuligowska
Na zdjęciu: Łazik Curiosity na Marsie, w obszarze Marias Pass u podnóża Góry Sharpa. Źródło: NASA
https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/ko ... -czlowieka
Załączniki
Kolonizacja Marsa może przyspieszyć ewolucję człowieka.jpg
Paweł Baran
Posty: 9641
Rejestracja: 9 lut 2019, o 13:58
 Polubił: 1 time
 Polubiane: 13 times

Re: Wiadomości astronomiczne z internetu

Post autor: Paweł Baran »

Tysiące dawnych erupcji wulkanicznych na Marsie
2021-10-14. Matylda Kołomyjec
Istnieją wulkany, zdolne do erupcji tak potężnych, że wyrzucone w ich czasie w niebo całe oceany pyłów i toksycznych gazów blokują światło słoneczne i zmieniają klimat planety na dziesięciolecia. Badając jeden z północnych regionów Marsa nazywany Arabia Terra, naukowcy odnaleźli dowody na tysiące właśnie takich erupcji. Rozdzierały one powierzchnię planety przed okres trwający 500 milionów lat, około 4 miliardy lat temu.
„Każda erupcja miałaby znaczący wpływ na klimat – być może gaz wyrzucony w powietrze zagęścił atmosferę albo zablokował światło słoneczne i ochłodził ją.”, powiedział Patrick Whelley z Centrum Lotów Kosmicznych im. Roberta H. Goddarda, NASA, prowadzący badania regionu Arabia Terra. „Pozostało jeszcze wiele pracy do wykonania, żebyśmy mogli dokładnie zrozumieć wpływ wulkanów.”
Do podobnej erupcji zdolny jest tylko jeden typ wulkanu, tak zwany superwulkan. Podczas wybuchu może wyrzucić tyle stopionej skały i gazów, ile zmieściło by się jej w 400 milionach basenów olimpijskich. Nawet tysiące kilometrów dalej powierzchnię pokrywa opadający po wybuchu wulkaniczny pył. Kiedy erupcja dobiegnie końca, wulkan zapada się pod własnym ciężarem, tworząc zagłębienie o promieniu liczonym w kilometrach – kalderę. Siedem z nich, znalezionych w regionie Arabia Terra, było pierwszymi wskazówkami na to, że Mars doświadczył w przeszłości wybuchów superwulkanów. Kaldery te były wcześniej uważane za kratery pozostawione przed asteroidy. Dopiero w 2013 roku została zaproponowana teoria, według której miały być one pozostałościami po dawnych wulkanach. Naukowcy, którzy prowadzili to badanie zauważyli, że zagłębienia nie są dokładnie okrągłe, jak kratery uderzeniowe powinny być, a w dodatku na ich krawędziach są ślady po zapadnięciu się gruntu.
„Przeczytaliśmy artykuł o tym badaniu i byliśmy zainteresowani jego kontynuacją, ale zamiast szukać samych wulkanów, postanowiliśmy szukać popiołu, który jest dowodem ich istnienia.”, powiedział Whelley.
Pomysł na poszukiwanie popiołu Whelley i reszta grupy powzięła po spotkaniu z Alexandrą Matiellą Novak, wulkanolożki z John Hopkins Applied Physics Laboratory w Laurel, Maryland. Novak już wcześniej używała danych pochodzących od sondy NASA Mars Reconnaissance Orbiter, by szukać popiołu w innych miejscach na Marsie. W nowym badaniu połączyła swoje siły z Whelleyem i jego grupą, żeby przeszukać konkretnie region Arabia Terra.
Jedna grupa naukowców kontynuowała pracę rozpoczętą w poprzednim badaniu, które jako pierwsze zasugerowało wulkaniczne pochodzenie kalder. Druga grupa, przy założeniu, że zagłębienia rzeczywiście są kalderami, obliczyła, gdzie po erupcjach osiadłby pył i popiół. Zgodnie z ich obliczeniami powinien opaść na wschód, niesiony przez wiatr, a im dalej od kalder, tym jego warstwa byłaby cieńsza.
„W tym momencie powiedzieliśmy sobie »Dobrze, to są minerały związane z pyłem wulkanicznym, co zostało już udowodnione, a teraz zobaczymy, czy ich rozmieszczenie jest zgodne z tym, czego spodziewalibyśmy się po erupcjach superwulkanów.«”, powiedziała Novak.
Za pomocą obrazów ze spektrometru na pokładzie sondy Mars Reconnaissance Orbiter (MRO) grupa zidentyfikowała minerały na powierzchni planety. Patrząc na ściany kanionów i kraterów, odległych o setki czy nawet tysiące kilometrów od kalder, gdzie pył mógłby zostać przyniesiony z wiatrem, odnaleźli zmienione przez wodę w glinę minerały wulkaniczne, których się spodziewali, w tym montmorylonit czy allofan. Następnie, używając kamer MRO, grupa stworzyła trójwymiarową mapę regionu Arabia Terra. Po nałożeniu na nią danych na temat minerałów okazało się, że warstwy pyłu bogatego w związki wulkanicznego pochodzenia są bardzo dobrze zachowane – nie zniszczone przez wiatr ani wodę, były ułożone tak, jak gdyby powstały dopiero niedawno. Ponadto pasowały do wyników wcześniejszych obliczeń.
Ci sami naukowcy, którzy w 2013 roku po raz pierwszy zidentyfikowali kaldery na Marsie, obliczyli też, ile materiału mogłoby pochodzić z jednej erupcji, wnioskując z wielkości każdej kaldery. Dzięki tym danym Whelley razem z pozostałymi naukowcami mogli określić, ile erupcji musiało mieć miejsce, żeby pył, który znaleźli, uzyskał grubość, jaką zobaczyli na zdjęciach. Okazało się, Arabia Terra musiała doświadczyć tysięcy erupcji.
Pytaniem bez odpowiedzi pozostaje wciąż kwestia tego, jak to możliwe, że na planecie w jednym miejscu pojawia się tylko konkretny typ wulkanów. Na Ziemi również istnieją superwulkany zdolne do niezwykle potężnych erupcji – ostania z nich miała miejsce 76 tysięcy lat temu, na Sumatrze – jednak są one rozproszone po całej planecie i towarzyszą im inne rodzaje wulkanów. Nawet na Marsie superwulkany nie są jedynym typem wulkanów – przykładem może być największy wulkan i najwyższa góra Układu Słonecznego, Olympus Mons, który jest wulkanem tarczowym. Ten typ wulkanu charakteryzuje się niemal płaskimi zboczami, po których w czasie erupcji powoli spływa lawa. Arabia Terra to, póki co, jedyny region Marsa, w którym znalezione zostały dowody na istnienie zdolnych do eksplozji wulkanów.
Jest możliwe, że na Ziemi również superwulkany były na początku skupione w jednym miejscu, ale zostały zniszczone lub przeniesione w inne części planety, kiedy przemieszczały się kontynenty. Ten typ wulkanów może również istnieć w niektórych regionach księżyca Jowisza, Io albo na powierzchni Venus. Jednak bez względu na to, czy tak rzeczywiście jest, dane zdobyte podczas badań regionu Arabia Terra na Marsie mogą nauczyć nas czegoś nowego na temat procesów geologicznych kształtujących planety. Jacob Richardson, geolog z NASA, współpracujący z Novak i Whelleyem stwierdził, że chęć znalezienia odpowiedzi na te pytania będzie przyczyną kolejnych badań.
Źródła:
NASA Confirms Thousands of Massive, Ancient Volcanic Eruptions on Mars

Na fotografii prowadzący badania terenu Arabia Terra Patrick Whelley, przygotowujący się do badania laserowego w miejscu wybuchu wulkanu Askja; Islandia, 2 sierpnia 2019. Źródło: Jacob Richardson / NASA Goddard

Arabia Terra i jej kratery: większość z nich wypełniona jest warstwami skał, których jasne krawędzie nadają zboczom wygląd schodów. Proces, który doprowadził do ich powstania, nie jest jeszcze zrozumiany. Możliwe, że stworzył je nawiewany przez wiatr piasek lub pył wulkaniczny, ale mogły również zostać wyrzeźbione przez wodę, gdyby w kraterze było kiedyś jezioro. Źródło: NASA/JPL-Caltech/University of Arizona

https://astronet.pl/uklad-sloneczny/tys ... na-marsie/
Załączniki
Tysiące dawnych erupcji wulkanicznych na Marsie.jpg
Tysiące dawnych erupcji wulkanicznych na Marsie2.jpg
Tysiące dawnych erupcji wulkanicznych na Marsie3.jpg
Paweł Baran
Posty: 9641
Rejestracja: 9 lut 2019, o 13:58
 Polubił: 1 time
 Polubiane: 13 times

Re: Wiadomości astronomiczne z internetu

Post autor: Paweł Baran »

Nad księżycem Jowisza unosi się para wodna. Naukowcy znaleźli ją na archiwalnych zdjęciach
2021-10-14.

Radek Kosarzycki
Europa to jeden z najbardziej fascynujących obiektów w Układzie Słonecznym. Korzystając z archiwalnych danych obserwacyjnych zebranych za pomocą Kosmicznego Teleskopu Hubble’a naukowcy odkryli właśnie, że nad połową księżyca unosi się para wodna. Skąd ona się tam wzięła?
Europa to jeden z czterech księżyców Jowisza odkrytych w 1610 roku przez Galileusza. Dzisiaj wiemy, że w rzeczywistości jest to jeden z aż 79 księżyców tejże planety. Przy średnicy ponad 3100 km jest to glob większy od Plutona, który jeszcze niedawno uważany był za dziewiątą planetę Układu Słonecznego. Zdecydowanie najciekawszą cechą Europy jest fakt, że pod lodową skorupą pokrywającą cały księżyc najprawdopodobniej znajduje się ocean ciekłej wody zawierający więcej wody niż wszystkie oceany na Ziemi razem wzięte. Sam ten fakt sprawia, że astronomowie podejrzewają, że we wnętrzu księżyca panują warunki sprzyjające do powstania życia. Czy to życie tam jest czy nie, na razie nie wiadomo.
Europa w popkulturze
Miłośnicy literatury oraz kina science-fiction doskonale znają natomiast Europę z serii Odyseja Kosmiczna Arthura C. Clarke’a, w której to ludzkość otrzymała jedną wyraźną wiadomość: „Wszystkie światy są wasze. Poza Europą. Nie lądujcie na Europie”. Jeżeli jeszcze jej nie czytaliście, zachęcam, nie będziecie zawiedzeni. (Warto rozważyć przesłuchanie serii w fantastycznym wykonaniu zespołu aktorów w audiobooku dostępnym w Audiotece).
Misje kosmiczne do Europy
Księżyc ten jest na tyle obiecującym miejscem dla poszukiwaczy życia pozaziemskiego, że aktualnie trwają intensywne przygotowania do wysłania dwóch niezależnych misji kosmicznych, które pozwolą nam zbadać ten glob i sprawdzić, czy faktycznie może on posiadać w swoim wnętrzu jakieś życie. Europejska sonda Jupiter Icy Moons Explorer (JUICE) wystartuje już w 2022 r. i doleci do układu Jowisza w 2031 r. Po dotarciu na miejsce sonda będzie przez trzy lata zbliżała się do najważniejszych księżyców: Ganimedesa, Europy i Kallisto, badając je za pomocą najbardziej zaawansowanego zespołu instrumentów pomiarowych, jaki kiedykolwiek dotarł do zewnętrznego Układu Słonecznego. Po trzech latach sonda wejdzie na orbitę wokół Ganimedesa i będzie go badała przez kolejne dwa lata. Jednocześnie w Stanach Zjednoczonych trwają prace nad wysłaniem sondy Europa Clipper w to samo miejsce. Ta sonda z kolei w ramach swojej misji będzie krążyła wokół Jowisza i wykonywała bliskie przeloty w pobliżu Europy, wykonując jej zdjęcia, zaglądając za pomocą radaru do wnętrza księżyca i poszukując potencjalnych miejsc lądowania dla przyszłych misji lądowników (wylądujemy tam pomimo zakazu).
Para wodna na Europie - gdzie jej szukać?
Lodowy księżyc otoczony jest bardzo rzadką atmosferą. Astronomowie dotychczas uważali, że składa się ona w 100 proc. z tlenu. Jednak po niedawnym odkryciu pary wodnej w rzadkiej atmosferze Ganimedesa postanowiono sprawdzić, czy aby na Europie też jej się nie uda znaleźć. Szans e na to były niewielkie: jakby nie patrzeć, na powierzchni Europy temperatura wynosi zaledwie -170 stopni Celsjusza.
Owszem, już wcześniej astronomowie odkrywali parę wodną na Europie, ale pochodziła ona jedynie z pojawiających się od czasu do czasu erupcji gejzerów, w których woda z wnętrza księżyca tryska na wysokość nawet 100 km nad powierzchnię księżyca. W trakcie takich erupcji para wodna pojawia się w punktowych miejscach na powierzchni księżyca.

Astronomowie ze Szwecji przyjrzeli się jednak uważnie obserwacjom astronomicznym prowadzonym w latach 1999, 2012, 2014 i 2015 za pomocą spektrografu STIS zainstalowanego na pokładzie Hubble’a. Precyzyjna analiza danych w zakresie ultrafioletowym wykazała, że tuż nad powierzchnią księżyca unosi się para wodna. Co ciekawe dotyczy to tylko tej połowy księżyca, która zwrócona jest w stronę przeciwną do kierunku, w którym Europa podąża wokół Jowisza. Obecność pary wodnej na przestrzeni dwóch dekad wskazuje, że nie jest ona tam, tylko okazjonalnym gościem, a stanowi stałą cechę tej części księżyca. Z uwagi na to, że księżyc jest związany pływowo z Jowiszem, tak jak Księżyc z Ziemią, para wodna występuje zawsze nad tą samą połową księżyca, nad tym samym terenem.
Naukowcy przekonani są, że są to niezwykle cenne informacje. Im więcej będą bowiem wiedzieć o Europie i jej atmosferze teraz, tym lepiej będą w stanie wykorzystać czas obserwacyjny gdy już JUICE i Europa Clipper dotrą do Jowisza.
Zdjęcie wykonane za pomocą Kosmicznego Teleskopu Hubble'a wykonane, gdy Jowisz znajdował się w odległości 653 mln km od Ziemi

2010 Odyssey - Jupiter Ignition (Final scene)


Space Sparks Episode 7


https://spidersweb.pl/2021/10/jowisz-eu ... wodna.html
Załączniki
Nad księżycem Jowisza unosi się para wodna. Naukowcy znaleźli ją na archiwalnych zdjęciach.jpg
Paweł Baran
Posty: 9641
Rejestracja: 9 lut 2019, o 13:58
 Polubił: 1 time
 Polubiane: 13 times

Re: Wiadomości astronomiczne z internetu

Post autor: Paweł Baran »

Wielka Brytania jako "naukowo-techniczne supermocarstwo". Rząd przyjął strategię kosmiczną [RAPORT]
2021-10-14. Marcin Kamassa.
Wraz z końcem września br. brytyjski rząd opublikował długo oczekiwaną Narodową Strategię Kosmiczną. Kilkudziesięciostronicowy dokument nazywany jest pierwszym tak kompleksowym zbiorem założeń wykorzystania potencjału kosmicznego Wielkiej Brytanii w dziedzinach obronności, nauki i technologii oraz relacji międzynarodowych (uwzględniając zdolności militarne i cywilne). W dokumencie wskazano także kierunki spodziewanej legislacji i rozwoju przemysłowo-technicznologicznego - z deklarowanym założeniem zapewnienia Wielkiej Brytanii statusu "naukowo-technicznego supermocarstwa".
Cztery filary, dziesięć strategicznych wątków
Pierwsza jak dotąd Narodowa Strategia Kosmiczna Zjednoczonego Królestwa ma skupiać zaangażowanie rządu Wielkiej Brytanii w szerokim zakresie dziedzin - nauki i technologii, obronności, prawodawstwa i polityki zagranicznej. Jak zadeklarowano w oficjalnym ministerialnym komunikacie, celem jest realizacja "odważnej wizji narodowej: zbudowania jednej z najbardziej innowacyjnych i atrakcyjnych gospodarek kosmicznych na świecie".
Dokument określa na wstępie pięć uogólnionych celów Wielkiej Brytanii w przestrzeni kosmicznej. Zakłada się w nim kolejno: umożliwienie bujnego rozwoju gospodarki kosmicznej; promowanie wartości „otwartego i stabilnego ładu międzynarodowego” w kosmosie; ustanowienie przewodniej roli Zjednoczonego Królestwa w aspekcie badań i innowacji oraz inspirowanie narodu do działania w sektorze kosmicznym; obronę interesów narodowych i realizację celów państwa w kosmosie; zaangażowanie sfery kosmicznej w służbę społeczeństwu i środowisku globalnemu.

Strategia wskazuje w tym obszarze cztery "kluczowe filary", które mają wspierać realizację zarysowanych brytyjskich ambicji związanych z działalnością kosmiczną:
• nadawanie impulsów wzrostowych w sektorze kosmicznym,
• współpraca międzynarodowa,
• umożliwienie Wielkiej Brytanii osiągnięcia statusu supermocarstwa naukowego i technologicznego,
• rozwinięcie trwałych zdolności i usług kosmicznych.
Budowanie wspomnianych filarów ma przebiegać w oparciu o bardziej szczegółowy, dziesięciopunktowy plan określający podstawowe brytyjskie obszary zainteresowania na nadchodzące lata. Podkreśla się przy tym, że przyjęta Narodowa Strategia Kosmiczna ma na celu stworzenie odpowiednich warunków do realizacji zarówno ambicji cywilnych, jak i obronnych Wielkiej Brytanii. Niemniej, według najnowszych komentarzy, prace nad finalnym dokumentem strategicznym zaczęły w pewnym momencie przebiegać dwutorowo i obecnie wskazuje się, że brytyjskie ministerstwo obrony opublikuje w wyniku tych prac swoją odrębną, militarną strategię kosmiczną. Moment jej ogłoszenia miałby nastąpić jeszcze w październiku br.
Wiadomo już natomiast co do ogółu, jakie środki miałyby zostać przeznaczone na rozwój zasobów kosmicznych bezpośrednio w wymiarze militarnym. Brytyjskie ministerstwo obrony zamierza tutaj zainwestować w ciągu trwającej dekady blisko 5 mld GBP (6,9 mld USD) na rzecz zwiększenia możliwości komunikacji satelitarnej (program Skynet 6) i kolejne 1,4 mld GBP (1,9 mld USD) w rozwój nowych technologii na rzecz poprawy poziomu świadomość sytuacyjnej, zwiadu oraz obserwacji, dowodzenia i kontroli w domenie kosmicznej.
10 punktów planu ujętego w przyjętej Narodowej Strategii Kosmicznej Wielkiej Brytanii:
1. Uzyskanie wiodącej roli w obsłudze wynoszenia lekkich systemów satelitarnych w Europie - Wielka Brytania planuje w 2022 roku przeprowadzić pierwszy start orbitalny z własnego terytorium, korzystając z nowego kosmodromu do wynoszenia miniaturowych ładunków satelitarnych; do roku 2030 natomiast Zjednoczone Królestwo chce objąć już rolę lidera w prowadzeniu lotów lekkich systemów nośnych z Europy (z wykorzystaniem kilku spodziewanych portów kosmicznych - w Anglii, Walii i Szkocji);
2. Spożytkowanie technologii kosmicznych do walki ze zmianami klimatu - brytyjski plan zakłada wsparcie wysiłków zmierzających do neutralności klimatycznej (jej uzyskanie ma nastąpić do 2050 roku) poszerzonymi odpowiednio zdolnościami obserwacji Ziemi i satelitarnego badania postępu zjawisk w atmosferze;
3. Wspieranie rozwoju innowacji w sektorze kosmicznym (w relacji do obowiązującej narodowej strategii innowacyjności) - zwiększony nacisk na technologie robotyczne, autonomiczne i wykorzystanie nowych technologii materiałowo-wytwórczych;
4. Poszerzenie horyzontu badań i eksploracji kosmicznej - zwraca się tutaj uwagę zarówno na samodzielne, jak i prowadzone we współpracy wiodące projekty i misje kosmiczne nastawione na przecieranie szlaków w poznawaniu tajemnic kosmosu;
5. Rozwinięcie kombinatów technologii kosmicznych (klastrów) na najwyższym światowym poziomie - założenie dotyczy wspierania inicjatyw lokalnego łączenia i współdziałania podmiotów biegłych w działalności komercyjnej i przemysłowej na gruncie techniki kosmicznej;
6. Przyczynianie się do powodzenia globalnych wysiłków na rzecz zachowania walorów przestrzeni kosmicznej (dostępność i swoboda prowadzenia działalności w kosmosie) - Wielka Brytania chce przewodzić tego rodzaju światowym inicjatywom o charakterze normotwórczym (m.in. na forum ONZ);
7. Rozwój usług publicznych na bazie technologii kosmicznych - zakładane jest zwiększenie zakresu zastosowań techniki kosmicznej w obszarze zadań publicznych i pracy służb (m.in. na rzecz poprawy dostępności świadczeń, zmniejszenia ich kosztów oraz ogólnego wymiaru opodatkowania);
8. Uzupełnienie katalogu narzędzi aktywności obronnej w kosmosie - rząd Wielkiej Brytanii zapowiada tutaj utworzenie nowej struktury operacyjnej: Narodowego Centrum Operacji Kosmicznych (National Space Operations Centre), działającego wespół z aktywnym już UK Space Command oraz łączącym potencjał militarny i cywilny w działaniu na rzecz bezpieczeństwa państwa w domenie kosmicznej; NSOC ma zapewnić monitorowanie, ochronę i zabezpieczenie interesów brytyjskich w kosmosie; szczegóły mają być szerzej opisane w osobnej strategii militarnej - zakładającej dodatkowo utworzenie niezależnego brytyjskiego systemu Space Domain Awareness (świadomości sytuacyjnej w domenie kosmicznej);
9. Podnoszenie kwalifikacji i inspirowanie zasobów ludzkich do podejmowania kariery w sektorze kosmicznym - zapowiadane jest zwiększenie dostępu do miejsc pracy i ścieżek nabywania kompetencji w zakresie inżynierii kosmicznej i obsługi systemów kosmicznych;
10. Wykorzystanie technologii kosmicznych w modernizacji i przeobrażeniu transportu - w ten zakres wchodzić mają m.in. nowe zastosowania zdolności pozycjonowania i nawigacji satelitarnej (wspierającej m.in autonomiczny transport publiczny oraz korzystanie ze współdzielonych środków komunikacji).
W skrócie, brytyjska Narodowa Strategia Kosmiczna zakłada łączenie cywilnych i obronnych działań rządu Zjednoczonego Królestwa w przestrzeni kosmicznej, chcąc zapewnić "zintegrowane podejście do zwalczania wrogiej aktywności i pojawiających się zagrożeń międzynarodowych, takich jak cyberataki i pociski antysatelitarne, przy jednoczesnej ochronie interesów Wielkiej Brytanii w kraju i za granicą". Dokument opisuje również ogólne założenia, zgodnie z którymi rząd zamierza stymulować i wykorzystywać mocne strony Wielkiej Brytanii w kosmosie, w tym produkcję satelitów i zdolności komunikacji satelitarnej, przy jednoczesnej współpracy z brytyjskimi firmami zajmującymi się najnowszymi osiągnięciami z zakresu technologii kosmicznych. W bardziej ogólnym wymiarze, strategia przedstawia także koncepcję, dzięki realizacji której Wielka Brytania miałaby objąć i utrzymać pozycję globalnego lidera w rynkowych obszarach wysokiego wzrostu - jak satelitarne usługi szerokopasmowe (w oparciu o niedawną inwestycję rządu w spółkę OneWeb), serwisowanie orbitalne oraz usuwanie śmieci kosmicznych.
Punkt wyjścia i pytania o kompleksowość brytyjskiej strategii
Z perspektywy danych zastanych, w treści bieżącej strategii kosmicznej zwrócono uwagę, że brytyjski sektor kosmiczny wygenerował w 2019 r. blisko 16,4 miliarda GBP (21 mld USD) - na tle globalnego rynku kosmicznego o oszacowanej ówczesnej wartości 270 mld GBP. To dało Wielkiej Brytanii udział na poziomie 6 procent w tej całkowitej skali. Warto tutaj przypomnieć, że dotychczasowym nadrzędnym założeniem rządowym było zapewnienie własnemu sektorowi kosmicznemu udziału na poziomie 10 proc. wartości całego światowego rynku technologii kosmicznych (do 2030 roku).
„W sercu tej strategii uznajemy i wyraźnie stwierdzamy, że postrzegamy to jako część globalnego wyścigu o nową gospodarkę kosmiczną, a Wielka Brytania ma bardzo mocne atuty, aby zaistnieć w tej rozgrywce” – skomentował George Freeman, minister nauki w brytyjskim rządzie, podczas prezentacji założeń ogłoszonej strategii na konferencji branżowej 27 września br. Podkreślił przy tym znaczenie współpracy zagranicznej - w tym z Europą, pomimo wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. Zaakcentował tutaj znaczenie działania w ramach Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA), a także „wielu innych programów” łączących nadal Wielką Brytanię we współpracy z Europą. „Pełny potencjał tego wspaniałego sektora osiągniemy tylko dzięki współpracy międzynarodowej, która zaczyna się tutaj, w Europie” - stwierdził.
Co jest tutaj szczególnie podkreślane przez komentatorów (wątek podnoszony w mediach branżowych - przykładowo, w doniesieniach serwisu Space News), Zjednoczone Królestwo ma w dalszym ciągu do uzgodnienia kwestię zaangażowania w europejskim programie obserwacji Ziemi - Copernicus. To obszar, który łączy zaangażowanie ESA oraz Unii Europejskiej (zwłaszcza tej drugiej, jako organizacji dysponującej zasobami i zarządzającej korzystaniem z usług systemu). Do tej pory rząd Wielkiej Brytanii i Komisja Europejska nie opracowały jeszcze szczegółowej umowy regulującej ten udział.
Osobno podkreśla się, że strategia nie zawiera wyliczeń dotyczących ram finansowych i kosztorysu realizacji zakładanych przez rząd brytyjskich celów. Niemniej, minister Freeman zadeklarował, że jeszcze w październiku powinien ukazać się ogólnorządowy przegląd wydatków w tej materii.
Kolejną rozpatrywaną niedogodnością na poziomie realizacji strategii (sygnalizowaną zresztą przez komentatorów podczas dyskusji panelowej na konferencji z 27 września) jest niski stopień szczegółowości zaproponowanych kryteriów realizacji. Strategia nie określa bowiem zazwyczaj konkretnych wskaźników ani progowych wartości oceny stopnia wypełnienia celów - tyczy się to zwłaszcza takich kwestii, jak próg uznania Wielkiej Brytanii za "wiodącego dostawcę usług" związanych z wystrzeliwaniem lekkich satelitów.
I finalnie - w trakcie wspomnianej konferencji, na której ogłoszono przyjęcie Narodowej Strategii Kosmicznej Zjednoczonego Królestwa, wywiązała się dyskusja, podczas której zauważono, że w dokumencie nie ujęto też wcześniej eksponowanego sumarycznego wskaźnika, który był dotąd często artykułowany przez brytyjski rząd. Chodzi o wcześniej wspomniany cel nadrzędny, za jaki uważano do niedawna uzyskanie do 2030 roku 10 proc. udziału brytyjskiej gospodarki w całkowitej wartości globalnego rynku kosmicznego.
Wątpliwości w tej kwestii rozwiała Rebecca Evernden, dyrektor ds. przestrzeni kosmicznej w brytyjskim Departamencie Biznesu, Energii i Strategii Przemysłowej. „Doszliśmy do wniosku, że potrzebujemy bardziej kompleksowego sposobu mierzenia wzrostu w różnych częściach brytyjskiego sektora kosmicznego [...] niż jeden główny cel wzrostowy, który jest w pewnym stopniu uzależniony od kursów walutowych i innych czynników mogących wypaczyć ogólny obraz” - wskazała przedstawicielka brytyjskiego rządu. Zapowiedziała przy tym, że organy centralne pracują nad serią konkretnych zapisów i wskaźników, które pozwolą ocenić postęp realizacji celów ujętych w bieżącym dokumencie. Nie wskazano jednak, kiedy takie parametry będą mogły zostać zaprezentowane.
W ogólnym rozrachunku brytyjskie analizy rządowe sugerują, że postęp sektora kosmicznego Zjednoczonego Królestwa w kierunku pierwotnego celu 10 proc. wartości rynku globalnego coraz bardziej się oddala. Z przedstawianych dotąd wyliczeń wynika, że globalna gospodarka kosmiczna będzie rosła w tempie 5,6 proc. do 2030 r., podczas gdy brytyjski sektor uzyskiwał w ostatnich latach roczne tempo wzrostu na poziomie 4,7 proc. Komentatorzy i przedstawiciele przemysłu obecni na konferencji z 27 września obawiają się, że ten trend może się pogłębić.
Źródło: Department for Business, Energy & Industrial Strategy/Ministry of Defence/UK Space Agency (gov.uk), SpaceNews.com, DefenseNews.com

Fot. UK Space Agency [space.blog.gov.uk]
Fot. UK Ministry of Defence [gov.uk]
Ilustracja: UK Ministry of Defence [gov.uk]
Ilustracja: GOV.UK

https://www.space24.pl/wielka-brytania- ... zna-raport
Załączniki
Wielka Brytania jako naukowo-techniczne supermocarstwo. Rząd przyjął strategię kosmiczną [RAPORT].jpg
Wielka Brytania jako naukowo-techniczne supermocarstwo. Rząd przyjął strategię kosmiczną [RAPORT]2.jpg
Wielka Brytania jako naukowo-techniczne supermocarstwo. Rząd przyjął strategię kosmiczną [RAPORT]3.jpg
Wielka Brytania jako naukowo-techniczne supermocarstwo. Rząd przyjął strategię kosmiczną [RAPORT]4.jpg
Paweł Baran
Posty: 9641
Rejestracja: 9 lut 2019, o 13:58
 Polubił: 1 time
 Polubiane: 13 times

Re: Wiadomości astronomiczne z internetu

Post autor: Paweł Baran »

Projekty z Podkarpacia będą miały szansę zawalczyć o nagrodę NASA
2021-10-14. Astronomia24
48 godzin kreatywnej pracy 19 zespołów z Podkarpacia zaowocowało projektami, które otrzymają szansę, aby zawalczyć o wyjazd do głównej siedziby NASA. Zwycięzcą pierwszej rzeszowskiej edycji globalnego hackathonu NASA Space Apps Challenge został zespół Gathered, który stworzył aplikację ułatwiającą zbieranie danych publikowanych przez agencje kosmiczne.
W dniach 2 i 3 października, ponad 450 zespołów z całego świata przyjęło wyzwanie agencji kosmicznej w ramach 10. edycji globalnego hackathonu NASA Space Apps Challenge. W wydarzeniu wzięło udział ponad 3,5 tysiąca osób, które chcą współtworzyć kosmiczne rozwiązania. Po raz pierwszy wśród ponad 320 lokalizacji, w których organizowane było wydarzenie, znalazł się Rzeszów. W podkarpackiej edycji do zadań przystąpiło 19 zespołów, z których jury wybrało trzy najlepsze.

- Sędziowie rzeszowskiej edycji hackathonu stanęli na wysokości zadania, wybierając te projekty, które charakteryzują się największą kreatywnością i nowym ujęciem tematu. Wśród wyróżnionych prac znajdują się te najbardziej rozbudowane i zaawansowane. NASA mocno stawia również na multidyscyplinarność zespołów, dlatego docenione były kwestie komunikacji samych rozwiązań. Co ważne, poszczególne zespoły dzieliły zaledwie dziesiąte części punktów, można zatem śmiało stwierdzić, że rywalizacja była wyrównana - mówi Łukasz Bis, koordynator lokalnej edycji NASA International Space Apps Challenge Rzeszów.
Pierwsze miejsce hackathonu NASA Space Apps Challenge Rzeszów 2021 zajął trzyosobowy zespół Gathered, który opracował rozwiązanie dla wyzwania „You are my sunshine”. Członkowie zaprojektowali aplikację, która w zrozumiały dla przeciętnego użytkownika sposób prezentuje dane publikowane przez NASA. - Nasz projekt zrealizowaliśmy, dając z siebie 110%. Cieszymy się, że będziemy mogli rozwijać nasz pomysł i kontynuować współpracę pod okiem ekspertów. Nie chcemy się zatrzymywać i wykorzystamy naszą szansę - mówi Daria Pyziak, członek zwycięskiego zespołu.
Na drugim miejscu znalazł się zespół SuperCluster, którego członkowie stworzyli serwis internetowy prezentujący, jak krok po kroku stworzyć balon stratosferyczny. Projekt został opracowany z myślą o uczniach na każdym etapie edukacji, którzy chcą poszerzać wiedzę z zakresu kosmosu.

Trzecie miejsce zajął międzynarodowy zespół RDDT, który w ramach hackathonu zaprojektował serwis internetowy mapujący kosmiczne śmieci w czasie rzeczywistym. Aby prezentacja istotnego problemu była przystępna dla każdego, autorzy zdecydowali się oznaczyć kosmiczne śmieci za pomocą… ogromnych gumowych kaczuszek.
Wybór trzech najlepszych zespołów nie był zadaniem łatwym. - Każdy zespół wniósł ogromnie zaangażowanie i pasję, co zaowocowało wieloma wspaniałymi rezultatami. Cieszymy się, że wyzwania postawione przez NASA zachęciły młodych ludzi, aby zmierzyć się z niecodziennym zadaniem, uruchamiając tym samym ich kreatywność - komentuje Jędrzej Bieniasz z firmy EXATEL, jeden z członków jury. Trzy zwycięskie zespoły otrzymają nagrody finansowe, których łączna pula wyniosła 30 tysięcy złotych, zaproszenia na staże do międzynarodowych firm z branży kosmicznej współpracujących z PCI oraz upominki od Partnerów wydarzenia.

- Podkarpacka edycja hackathonu NASA Space Apps Challenge zainspirowała nas funkcjonalnością i przejrzystością zwycięskich rozwiązań. Dzięki swojej prostocie, proponowane rozwiązania są dostępne dla użytkowników z ograniczoną wiedzą techniczną, a jednocześnie dają przestrzeń do wykorzystania przez bardziej zaawansowanych odbiorców - mówi Adam Malagowski z Boeing AvionX, firmy będącej jednym z partnerów wydarzenia.

Organizatorami globalnego hackathonu NASA na poziomie Podkarpacia w Rzeszowie byli Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania oraz Podkarpackie Centrum Innowacji. Wśród Partnerów Akademickich znaleźli się: Politechnika Rzeszowska im. Ignacego Łukasiewicza, Uniwersytet Rzeszowski, Państwowa Wyższa Szkoła Techniczno-Ekonomiczna w Jarosławiu i Karpacka Państwowa Uczelnia w Krośnie.

- Niewątpliwym sukcesem jest to, że debiutując w międzynarodowym wydarzeniu organizowanym przez NASA, byliśmy w stanie zebrać aż 19 zespołów złożonych głównie ze studentów i uczniów szkół średnich. Finalnie, Podkarpacie złożyło 17 projektów, dzięki czemu znaleźliśmy się w pierwszej trzydziestce pod względem zgłoszonych rozwiązań. To bardzo dobry wynik, zważywszy na fakt, że wydarzenie odbyło się w 320 lokalizacjach. Jesteśmy pozytywnie zaskoczeni dużym zainteresowaniem i przede wszystkim tym, jak wielu zdolnych młodych ludzi mamy na Podkarpaciu. Liczymy, że dwa zwycięskie projekty zgłoszone przez nas do drugiego etapu zostaną docenione również na szczeblu międzynarodowym - mówi Łukasz Bonarek, Dyrektor PCI ProtoLab.

Partnerami branżowymi podkarpackiej edycji NASA Space Apps Challenge 2021 byli: Sektorowa Rada ds. Kompetencji Przemysłu Lotniczo-Kosmicznego Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości, Związek Pracodawców Sektora Kosmicznego, Amerykańska Izba Handlowa, Boeing, Creotech Instruments, PZL-Mielec LMCO, EXATEL, KP Labs, CloudFerro, Centrum Badań Kosmicznych Polskiej Akademii Nauk oraz Astronika. Branżowym partnerem międzynarodowym był SES.


Źródło: pcinn.org

Projekty z Podkarpacia będą miały szansę zawalczyć o nagrodę NASA

https://www.astronomia24.com/news.php?readmore=1123
Załączniki
Projekty z Podkarpacia będą miały szansę zawalczyć o nagrodę NASA.jpg
Paweł Baran
Posty: 9641
Rejestracja: 9 lut 2019, o 13:58
 Polubił: 1 time
 Polubiane: 13 times

Re: Wiadomości astronomiczne z internetu

Post autor: Paweł Baran »

Teleskop ESO sfotografował wiele największych planetoid w Układzie Słonecznym
2021-10-14.
Międzynarodowy zespół naukowców, w tym z Polski, opublikował wyniki obserwacji planetoid (asteroid) wykonane przy pomocy teleskopu VLT należącego do Europejskiego Obserwatorium Południowego (ESO). Pokazano fotografie kilkudziesięciu z największych obiektów w głównym pasie planetoid pomiędzy orbitami Marsa i Jowisza.
W komunikacie opublikowanym przez ESO podkreślono, że dokładne zdjęcia dla tak dużej grupy planetoid są skokiem naprzód w badaniach tych obiektów. Obserwacje pokazują szeroki zakres dziwnych kształtów, od sferycznych do psiej kości, pomagając astronomom w poznawaniu początków planetoid w Układzie Słonecznym.
„Jak dotąd jedynie trzy duże obiekty z pasa głównego: Ceres, Westa i Lutetia, zostały sfotografowane z odpowiednim poziomem detali, ponieważ odwiedziły je misje kosmiczne Dawn i Rosetta. Nasze obserwacje z ESO dostarczyły ostrych obrazów dla wielu więcej celów, łącznie 42” - wskazał Pierre Vernazza z Laboratoire d’Astrophysique de Marseille we Francji, który kierował badaniami.
Brak szczegółowych obserwacji oznaczał, że kluczowe charakterystyki tych ciał, takie jak trójwymiarowe kształty czy gęstość, pozostawały w większości nieznane. Aby wypełnić tę lukę, naukowcy prowadzili obserwacje od 2017 do 2019 roku.
Większość zbadanych obiektów ma więcej niż 100 km średnicy, w tym udało się sfotografować prawie wszystkie największe, mierzące ponad 200 km (20 obiektów spośród 23 tej wielkości znajdujących w głównym pasie planetoid). Największe zbadane obiekty to Ceres (940 km) i Westa (520 km), z których pierwsza jest nawet kategoryzowana jako planeta karłowata. Z kolei najmniejsze w analizowanej próbce są Urania i Ausonia mające po około 90 km.
Rekonstrukcja kształtów pokazała, że obserwowane planetoidy są podzielone na dwie główne rodziny. Pierwszą stanowią ciała prawie idealnie sferyczne (np. Hygiea i Ceres), a drugą obiekty o nietypowych, wydłużonych kształtach (najbardziej dziwaczna wydaje się tutaj Kleopatra o kształcie podobnym do psiej kości).
Znając kształty i łącząc je z informacjami o masach, można było wyznaczyć gęstości. Ten parametr okazał się bardzo różnorodny. Najmniej gęste planetoidy mają około 1,3 grama na centymetr sześcienny, co odpowiada mniej więcej gęstości węgla. Z kolei najbardziej gęste, Psyche i Kaliope, mają 3,9 i 4,4 grama na centymetr sześcienny, a to więcej niż diamenty (mające gęstość 3,5 grama na centymetr sześcienny).
Tak znaczne różnice w gęstości mogą wskazywać na spore różnice w składzie tych ciał, a to z kolei może oznaczać, że pochodzą z różnych rejonów Układu Słonecznego. Być może więc słuszna jest hipoteza, że najmniej gęste planetoidy powstały w odległych rejonach Układu Słonecznego, daleko poza orbitą Neptuna, a potem dokonały migracji do swoich obecnych pozycji.
Naukowcy mają nadzieję, że gdy za kilka lat obserwacje zacznie Ekstremalnie Wielki Teleskop (ELT), budowany obecnie przez Europejskie Obserwatorium Południowe, będzie można badać z powierzchni Ziemi planetoidy o mniejszych średnicach, od 35 do 80 km, a także kratery na ich powierzchniach mierzące od 10 do 25 km. Niewykluczone, że uda się też wtedy odpowiednio sfotografować kilkadziesiąt obiektów z pasa Kuipera, który jest dużo bardziej oddalonym od nas skupiskiem obiektów podobnych do planetoid.
Wśród autorów artykułu opublikowanego w czasopiśmie „Astronomy & Astrophysics” jest wiele polskich nazwisk: Edyta Podlewska-Gaca, Przemysław Bartczak, Grzegorz Dudziński, Agnieszka Kryszczyńska, Anna Marciniak, Tadeusz Michałowski, J. Krajewski (wszyscy: Instytut Obserwatorium Astronomiczne Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu) oraz Łukasz Socha (Nieborowice). Astronomowie z Poznania specjalizują się w badaniach planetoid, a w szczególności w modelowaniu ich kształtów.(PAP)
cza/ agt/
Fot. Adobe Stock

Składanka zdjęć 42 największych obiektów z głównego pasa planetoid pomiędzy orbitami Marsa i Jowisza. Fotografie wykonano teleskopem naziemnym (VLT w Chile). Źródło: ESO/M. Kornmesser/Vernazza et al./MISTRAL algorithm (ONERA/CNRS).

https://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci ... w-ukladzie
Załączniki
Teleskop ESO sfotografował wiele największych planetoid w Układzie Słonecznym.jpg
Teleskop ESO sfotografował wiele największych planetoid w Układzie Słonecznym2.jpg
Paweł Baran
Posty: 9641
Rejestracja: 9 lut 2019, o 13:58
 Polubił: 1 time
 Polubiane: 13 times

Re: Wiadomości astronomiczne z internetu

Post autor: Paweł Baran »

Meteoryt minął jej głowę o kilkadziesiąt centymetrów. Skała z kosmosu wpadła do łóżka, gdy kobieta w nim spała
2021-10-14. Radek Kosarzycki
Miliarderzy spędzają lata na tworzeniu swoich rakiet i statków kosmicznych, aby choć na chwilę polecieć w przestrzeń kosmiczną. Ruth Hamilton z Kanady nie musi lecieć w kosmos. To kosmos przyleciał do niej.
Wyobraź sobie środek nocy, śpisz w swoim łóżku. Nagle budzi cię szczekanie twojego psa, wstajesz i słyszysz tępy huk gdzieś na dachu. Chwilę później orientujesz się, że meteoryt przebił twój dach, przebił strop i wylądował na twoim łóżku, kilkadziesiąt centymetrów od miejsca, w którym przed chwilą była twoja głowa. Nieprawdopodobne? Być może. Taką jednak historię opowiedziała mediom mieszkanka niewielkiego, zamieszkanego przez 4000 osób miasteczka Golden w prowincji Kolumbia Brytyjska w Kanadzie.
Ciężko byłoby uwierzyć w taką historię, gdyby nie fakt, że eksperci z Uniwersytetu Zachodniego Ontario potwierdzają, że najprawdopodobniej tak właśnie było. Wszystkie cechy zdarzenia pasują do opisu uderzenia meteorytu. Co więcej, w tym samym czasie, kiedy doszło do zdarzenia wiele osób na terenie prowincji informowało o jasnym bolidzie przecinającym niebo.
Choć codziennie w atmosferę ziemską wchodzi nawet sto ton pyłu i skał kosmicznych to szansa na to, że meteoryt spadnie gdzieś w pobliżu nas jest niewiarygodnie mała. Jakby nie patrzeć, ponad 70 proc. powierzchni Ziemi to morza i oceany. To, co wejdzie w atmosferę ziemską nad lądem w większości spali się w ciągu kilku sekund od wejścia w atmosferę. To, co mimo wszystko przetrwa w części lot przez atmosferę i dotrze na powierzchni Ziemi najprawdopodobniej spadnie na terenie niezamieszkanym przez człowieka. Mogłoby się zatem wydawać, że szansa na zobaczenie faktycznie spadającego meteorytu jest równa zeru.
Ruth Hamilton z Golden już wie, że tak nie jest. Nie jest to jednak pierwszy przypadek tego typu. Pierwszym i bardzo nagłośnionym przypadkiem „bliskiego spotkania człowieka z meteorytem” jest przypadek Ann Hodges z 1954 roku.
Ann Hodges, pierwsze (znane) bliskie spotkanie człowieka z meteorytem
Tak samo jak w przypadku Golden, niemal siedemdziesiąt la temu, 30 listopada 1954 r. mieszkańcy miejscowości Sylacauga w Alabamie zobaczyli na niebie jasny meteor, świetlne zjawisko popularnie nazywane spadającą gwiazdą. Okazało się, że za owo zjawisko odpowiada całkiem sporych rozmiarów skała kosmiczna. Podczas lotu przez atmosferę część skały spłonęła, a część rozpadła się na fragmenty. Jeden z tych fragmentów trafił w dach przypadkowego domu jednorodzinnego. Drugi meteoryt został znaleziony jakiś czas później kilka kilometrów dalej.
Była godzina 14:46. Ann Hodges, główna bohaterka tej opowieści, leżała sobie na kanapie w salonie pod kocem. Listopad, wiadomo, chłodno się zrobiło. Tryb jesieniara włączony. Spokój Hodges zakłócił jednak huk. Kamień uderzył w dach jej domu, przebił strop, uderzył w szafkę z radiem, odbił się i uderzył w jej biodro. Początkowo nikt w pokoju nie wiedział co się stało. Kiedy jednak matka Hodges podbiegła do niej, okazało się, że w biodro uderzył ją kamień, którego jeszcze przed chwilą nie było. Skała miała nieco ponad 4 kilogramy.
Cała historia miała jeszcze wiele dalszych elementów. Wystarczy wspomnieć, że początkowo meteoryt został przejęty przez wojsko, które musiało zbadać czy to na pewno nie fragment jakiegoś wrogiego pocisku, tudzież czy to nie UFO (!). Po długiej batalii sądowej Hodges w końcu go odzyskała, choć w międzyczasie jeszcze musiała zakończyć spór z właścicielką domu (Hodges go wynajmowała), która twierdziła, że skoro spadł na jej dom, to meteoryt należy do niej. Ostatecznie kamień wrócił do osoby, w którą uderzył, jednak do tego czasu Hodges miała go już serdecznie dość, więc oddała go po prostu do Muzeum Uniwersytetu Alabamy.
Pomijając jednak te dwie historie
Warto rzucić okiem na oba zdarzenia z dużo większego dystansu. Bohaterki obu zdarzeń z pewnością skupiły się na tym, że o mało nie zginęły od przypadkowego kamienia, który przyleciał do nich prosto z kosmosu. Warto jednak pomyśleć jak mało prawdopodobne jest to zdarzenie.
Meteoryt, który wylądował na łóżku Ruth Hamilton kilka dni temu ma ok. 4,5 miliarda lat, a więc jest obiektem powstałym wtedy kiedy formował się Układ Słoneczny. Przez 4,5 miliarda lat krążył wokół Słońca w przestrzeni międzyplanetarnej to zbliżając, to oddalając się od planet i księżyców różnych planet. Mógł wejść w ziemską atmosferę 3 miliardy lat temu, kiedy w tej atmosferze nie było nawet za dużo tlenu, mógł też trafić w Ziemię 100 mln lat temu i wylądować na potężnej paproci, która później zostałaby zjedzona przez przechodzącego dinozaura. Mimo tego droga tego obiektu skrzyżowała się z przypadkową błękitną planetą akurat wtedy, kiedy istnieje na niej cywilizacja.
Meteoroid miał tyle szczęścia, że nie dokonał żywota niezauważony i nie spłonął w atmosferze, nie zniknął w toni oceanu, nie wylądował nad terytorium jakiejś puszczy, a wylądował na obszarze zamieszkałym przez istoty rozumne, ba, wylądował w domu jednej z takich istot. Dzięki temu skończy za jakiś czas jako eksponat w jakimś muzeum. To w sumie najlepszy możliwy koniec tej trwającej miliardy lat tułaczki.
A Ruth Hamilton? Tak, najadła się strachu, ale jak już odreaguje, być może poczuje wyjątkowość swojego doświadczenia - jakby nie patrzeć w kosmos poleciało już blisko sześćset osób, kosmos przyleciał jednak tylko do kilku.
Ann Hodges: The Woman That Was Hit By A Meteorite



"I’ve never been so scared in my life:" BC woman nearly hit by meteorite


https://spidersweb.pl/2021/10/uderzenie ... lozka.html
Załączniki
Meteoryt minął jej głowę o kilkadziesiąt centymetrów. Skała z kosmosu wpadła do łóżka, gdy kobieta w nim spała.jpg
ODPOWIEDZ

Wróć do „Wiadomości astronomiczne z internetu”